"Nie mam pojęcia, jak mogłam się nie zorientować. Przez tyle lat żyliśmy pod jednym dachem, a ja nie wiedziałam, że mąż coś przede mną ukrywa. Zawsze byliśmy super zgrani, wydawało mi się, że nie mamy przed sobą tajemnic i naprawdę, gdy to odkryłam, nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Teraz za to nie wiem, jak mam sobie z tym poradzić. Przecież to mocno rzutuje na naszą przyszłość, choć tak naprawdę zawsze tak było, ale dopóki o tym nie wiedziałam, to żyło się jakoś łatwiej".
*publikujemy list od czytelniczki
Kompletnie nic nie zauważyłam
Staram się nie mieć o to do siebie pretensji, ale to nie jest łatwe. Bo jak można nie zauważyć czegoś takiego, mieszkając z kimś pod jednym dachem i to przez tyle lat.
Nie wiem nawet, od czego zacząć, bo kiedy teraz myślę o tym wszystkim, to widzę już, że od dawna działo się nie tak, jak powinno.
Ślub wzięliśmy 10 lat temu. Dopiero wtedy kupiliśmy dom do remontu i powoli doprowadzaliśmy go do ładu.
Najpierw ogarnęliśmy parter, żeby można było tam zamieszkać, a później dopiero piętro.
Od początku mieliśmy wspólny budżet domowy. Mąż nawet zrezygnował ze swojego konta (a przynajmniej tak mówił), bo uznał, że ja lepiej będę rozdysponowywać pieniądze.
Robiłam opłaty i zakupy
Do wszelkich przelewów podawaliśmy moje konto, więc to ja robiłam opłaty i płaciłam za zakupy.
Denerwowało mnie jednak, że mój mąż tak mało zarabia. Jedynie średnią krajową, a siedział w pracy czasami po 12 godzin dziennie.
Nigdy jednak mu tego nie wypominałam, ale w tym roku otrzymałam do rąk własnych jego PIT. Przejrzałam dokument, w końcu to mój mąż, miałam prawo to zrobić. Okazało się, że roczny dochód miał o połowę większy, niż mi mówił i niż to, co wpływało na moje konto.
Gdzie zatem podziała się reszta pieniędzy?

Już to wiem!
Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że mój mąż jest uzależniony od hazardu. I ma własne konto, wcale go nie zamknął. Umówił się jednak z szefem, że całą premię (czasem nawet kilka tysięcy miesięcznie) będzie mu wpłacał na drugie konto tak, żebym ja o niej nie wiedziała.
Kiedy chodził grać? Zaraz po pracy! To dlatego nie było go w domu po 12-13 godzin, a ja myślałam, że on tyle pracuje.
Jego szef wcale nie jest skąpcem. Tak jak mi to zawsze mąż powtarzał i wygląda na to, że naprawdę potrafi docenić pracownika.
Jeszcze, żeby on chociaż coś wygrywał. Ale nawet jak wygra, to przegra następnym razem. Nie uzbierał żadnych oszczędności, a nam jest coraz trudniej wiązać koniec z końcem.
I dopóki nie wiedziałam, jak sprawa wygląda, to próbowałam jakoś kombinować, żeby na wszystko wystarczało. Jednak teraz, gdy wiem, że moglibyśmy żyć lepiej i łatwiej, gdyby nie uzależnienie męża, trudno jest mi się z tym pogodzić.
Kiedy zapytałam o ten PIT, mąż jeszcze próbował mnie okłamać, że to pewnie jakaś pomyłka. Ale wieczorem napiliśmy się wina i chyba procenty uderzyły mu do głowy, bo wszystko wyśpiewał.
Teraz oczekuje ode mnie wsparcia w walce z problemem. Tylko jak ma mam mu je ofiarować, skoro czuję się przez niego oszukana?
W dodatku okazało się, że sprzedał wiele naszych wspólnych rzeczy, jak nie miał za co grać. Czy ja mogę mu jeszcze zaufać?
Magdalena