„Uważam, że męża trzeba sobie wychować. Mój robi w domu absolutnie wszystko”

„Uważam, że męża trzeba sobie wychować. Mój robi w domu absolutnie wszystko”

„Uważam, że męża trzeba sobie wychować. Mój robi w domu absolutnie wszystko”

canva.com

„Ile to ja już się nasłuchałam w swoim życiu, że to zawsze kobieta powinna brać na swoje barki wszystkie domowe obowiązki. Co gorsza, to nie tylko mężczyźni wygłaszają tak bzdurne i wyssane z palce tezy. Niejednokrotnie słyszałam to również od moich koleżanek, które na własne życzenie zostały kurami domowymi. Uważam, że męża trzeba sobie wychować. Mój robi w domu absolutnie wszystko”.

Reklama

*Publikujemy list naszej czytelniczki

Żona gotuje, mąż odpoczywa – schemat znany od lat

Jak większość kobiet będących dzisiaj po pięćdziesiątce wychowałam się w domu, w którym panował bardzo prosty podział obowiązków. Żona gotowała, prała, sprzątała, a mąż odpoczywał na wersalce po ciężkim dniu pracy. Choć mój ojciec odpoczywał każdego dnia, to nie każdego dnia pracował, ale tak już po prostu było. Mamusia czasem poprosiła go o pomoc, lecz przeważnie wielu domowych prac wolała się złapać sama, niż czekać w nieskończoność na reakcje ojca.

Reklama

Oczywiście, gdy byłam już trochę starsza, to starałam się jej pomagać. Pamiętam do dziś, jak powtarzała mi, abym uczuła się od niej podstawowych prac domowych, bo w przyszłości to wszystko będzie na mojej głowie. Te staroświeckie przekonania były mocno zakorzenione w głowie mamy, ale ja wiedziałam jedno.

Wiedziałam, że nie chcę tak żyć i albo znajdę mężczyznę, który będzie mi pomagał, albo nigdy nie wyjdę za mąż. Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż mój plan się udał. Musiałam jednak bardzo się postarać i nauczyć mojego męża tego, czego mnie nauczyła moja mamusia.

Reklama

mężczyzna ubranych w fartuch stojący w kuchni i wycierający naczynia białą ściereczką canva.com

Reklama

Wychowała sobie męża, choć nie było łatwo

Z Jurkiem związałam się tak po prostu z miłości, a później to wiadomo. Zaszłam w ciążę i trzeba było się żenić. To był wtedy normalny chłop urodzony w pod koniec lat sześćdziesiątych i podobnie jak ja, wychowany w domu, w którym to ojciec był panem i władcą. Kiedy urodziłam i zaczynało brakować mi czasu na bycie żoną idealną, której miejsce jest w kuchni, postanowiłam sobie mojego Jureczka wychować.

Reklama

Początki nie były łatwe i naprawdę dużo się kłóciliśmy. On miał swoją rację, a ja swoją, lecz byłam przekonana, że to moja racja jest ważniejsza i dzięki niej jakość naszego małżeństwa wzniesie się na zupełnie inny poziom. W tamtym momencie potrzebowałam wspierającego mnie partnera, a nie starszego brata dla mojej dopiero co narodzonej córki.

Reklama

Jurek walczył, buntował się i nie odzywał do mnie czasem po kilka tygodni. Ostatecznie zawsze pękał, ponieważ miałam na niego bardzo skuteczne sposoby. Po prostu w pewnym momencie przestawałam gotować i robić pranie. Małe dziecko w domu było dla mnie idealnym wytłumaczeniem. Gdy w końcu zaczął mnie pytać, jak się włącza pralkę, wiedziałam już, że jestem na dobrej drodze.

Dziś po tylu latach jestem z niego dumna i uwielbiam patrzeć na miny moich koleżanek, gdy opowiadam im, że mój małżonek oprócz normalnego chodzenia do pracy na 8 godzin, tak samo na pełny etat zajmuje się domem od gotowania po prasowanie. Ja dzięki temu mam czas dla siebie i dla wnuków.

Lidia, 54 lata

Udany związek: skuteczne sposoby na udaną relację
Źródło: canva.com
Reklama
Reklama