"Śmierć mojego męża była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale to pogrzeb miał jeszcze bardzo nieoczekiwany przebieg. W pewnym momencie krzyczeć zaczęła pewna kobieta... Nie sądziłam, że w taki sposób poznam prawdę o swoim mężu. Jestem w kompletnym szoku".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Mój mąż był porządnym człowiekiem?
Zbyszka poznałam przypadkiem przez wspólnych znajomych. To było dawno temu i pamiętam jak przez mgłę, ale na początku nie byłam nim wcale zainteresowana.
Wydawał mi się taki zupełnie inny niż ja — pewny siebie, przystojny — taki z wyższych sfer.
Ja taka nigdy nie byłam. Zawsze uważałam się za taką szarą myszkę bez ambicji. Byłam więc zaskoczona tym, że taki mężczyzna zwrócił na mnie uwagę.
A jednak ta historia wydarzyła się naprawdę. To była historia naszej pięknej miłości i gorącego, bajecznego uczucia.
Szybko zamieszkaliśmy razem i założyliśmy rodzinę, a ja urodziłam Zbigniewowi troje dzieci. Gdy ja spełniałam się jako matka, on realizował się zawodowo. To prawda, że często wyjeżdżał i rzadko bywał w domu. Dawał nam jednak bardzo dużo miłości i sympatii. Kochałam go i byłam pewna, że on także kocha mnie i swoją rodzinę.
Tak nam minęło w zdrowiu i szczęściu 35 lat wspólnego życia. Gdy Zbigniew odszedł, zawaliło się całe moje życie. Czułam, że cząstka mnie także umarła.
Śmierć ojca przeżyły także nasze dzieci, które pogrążyły się w rozpaczy. Chciałam więc, żeby pogrzeb był wyjątkowy. Poprosiłam więc księdza, żeby w czasie kazania poopowiadał troszkę o tym, jakim człowiekiem był mój mąż. Zawsze wierny, zawsze dobry, zawsze dbający o dobro swojej rodziny - tak chciałam, żeby moja rodzina zapamiętała go jako człowieka.

Przeraźliwy krzyk na pogrzebie
Nie spodziewałam się, że pogrzeb mojego męża będzie miał właśnie taki przebieg.
W czasie tej uroczystości ksiądz wygłosił przepiękne kazanie. W tych słowach zawarte było całe nasze wspólne życie, więc bardzo szybko uroniłam łzy. Gdy przemowa księdza dobiegała końca, nagle wszyscy usłyszeliśmy przerażający krzyk kobiety.
Dość, dość, dość. Nie mogę tego więcej słuchać. To był bardzo zły człowiek, nie miał w sobie ani krzty dobroci. Nie mogę tego słuchać, bo wiem, jaki on jest naprawdę...
Wygłosiła te słowa i natychmiast wyszła z kościoła. Wszyscy stali jak słupy soli i byli w kompletnym szoku. Chociaż pogrzeb trwał dalej, ja wciąż myślałam o tej kobiecie.
Po dwóch tygodniach to ona znalazła mnie. Nie chciałam z nią rozmawiać, bo oczerniała zmarłego, ale z drugiej strony pragnęłam dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.
Prawda okazała się szokująca. Ta kobieta była jedną z licznych kochanek mojego męża. Pod przykrywką delegacji wyjeżdżał do innych miast, gdzie spotykał się z wieloma różnymi kobietami. Tak naprawdę nie wiadomo, jaki był naprawdę. Mój mąż miał kilka różnych tożsamości, a ja dowiedziałam się tego dopiero po jego śmierci... Dowody, które mi pokazała, mówią same za siebie.
Jolanta