" Od dawna marzyłam, żeby zafundować sobie prawdziwą metamorfozę. Wiedziałam, że jedynie profesjonalista może zamienić moje kruczoczarne włosy w piękny miodowy blond. Wybrałam najbardziej polecanego fryzjera w całym Internecie, a on mnie oszpecił! Mam na głowie siano w kolorze kurczaka. Najgorzej, że nie wiem, jak to uratować!"
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Zawsze miałam piękne czarne włosy
Od kiedy tylko sięgam pamięcią, miałam ciemne i mega długie włosy. Moja mama miała fioła na ich punkcie. Nie obcinała mnie od urodzenia gdzieś chyba do 10 roku życia. Na komunii miałam włosy do pupy. Pamiętam, jak wszystkie koleżanki mi zazdrościły, bo moje warkocze były zawsze grube i najdłuższe. Jeszcze mama potrafiła robić mi dobierańce i kłoski. No marzenie każdej dziewczynki.
Gdy w końcu udało mi się namówić mamę na fryzjera, byłam najszczęśliwszą nastolatką na świecie. Dla mnie te włosy to była udręka. Mycie, rozczesywanie, robienie fryzur... To, czego inni mi zazdrościli, było moją udręką. Może to się wydać śmieszne, ale ja na serio mam traumę, związaną z włosami. Już od dzieciństwa czułam, że ich nie znoszę!
CANVA
Fryzjer mnie oszpecił
Wiecie, jak to jest. Ta, która jest blondynką, marzy o ciemnych włosach. Ta, która ma loki, chcę mieć proste włosy. Ze mną było podobnie. Chociaż w sumie nie, ze mną było gorzej, bo do zwykłej chęci zmiany dochodziła moja "włosowa" trauma.
Nareszcie odważyłam się totalnie zmienić wygląd. Zapragnął mi się piękny, miodowy blond. Przetrząsnęłam cały Internet w poszukiwaniu jak z czarnuli zrobić blondynę. Oczywiście w grę wchodziła tylko usługa u profesjonalisty. I to nie byle jakiego. Wszędzie zgodnie pisali, że nie każdy fryzjer poradzi sobie z tak diametralną zmianą.
Zaczęłam poszukiwania. Lokalne grupy na fejsie, rozpytywanie znajomych, a nawet fora dla profesjonalistów. W końcu trafiłam na pana Arka. Polecali go absolutnie wszyscy. To nawet nie był fryzjer, a specjalista od koloryzacji. Przed wizytą miałam nawet taką jakby konsultację online. Wszystko omówiliśmy i czekałam na ten wymarzony dzień.
Salon "Arkadiusz" był 60 kilometrów ode mnie, ale to mały pikuś! Z duszą na ramieniu ruszyłam na moją wielką metamorfozę. Na miejscu pełna profeska. Wiecie, wszystkie wzorniki farb, specjalistyczne odżywki i te sprawy, ale fryzjer na żywo zrobił na mnie średnie wrażenie. Sam miał rozjaśnione włosy i może ja specjalistką nie jestem, ale miał tak popalone końcówki, że nawet się zastanawiałam, czy to nie jakiś celowy efekt.
Mój zabieg trwał 5 godzin. Myślałam, że tam oszaleję. Pierwsze rozjaśnianie nie dało oczekiwanych efektów, więc je powtarzaliśmy. Chyba dał coś mocniejszego, bo myślałam, że skóra na głowie to mi eksploduje. Do tego potwornie zaczęła mnie boleć głowa. No ale czego nie robi się, żeby pięknie wyglądać.
Po pięciu godzinach usiadłam przed lustrem i się przeraziłam. Włosy w kolorze kurczaka wielkanocnego, to zdecydowanie nie to, czego się spodziewałam i na pewno nie to, co obiecywał mi Arek. Sam przyznał, że moje włosy były wyjątkowo "oporne". Żeby choć trochę ratować mój wymarzony miodowy blond, zaproponował płukankę. Moje włosy po niej z kurczaka zmieniły się w kolor odchodów bobasa. DRAMAT!
W domu od razu umyłam głowę szamponem przeciwłupieżowym, bo on szybciej zmywa płukanki i zastanawiam się co dalej. Fryzjer nie miał mi nic więcej do zaproponowania. Moje wielkie marzenie zamieniło się w koszmar!
Anna