„Nigdy nie odwracałam głowy, gdy widziałam, że swym niewielkim zaangażowaniem mogę pomóc drugiemu człowiekowi i uczynić jego życie lepszym. Nigdy też nie pomyślałabym się, że moja uczynność może być dla kogoś powodem do niepokoju. Przez kilka miesięcy pomagałam starszej sąsiadce, ale to nie spodobało się jej córce. Musiałam się tłumaczyć, że nie miałam złych intencji, bo podejrzewano mnie o najgorsze”.
*Publikujemy list naszej czytelniczki
Bezinteresowna sąsiedzka pomoc w bloku z wielkiej płyty
Od kilku lat mieszkam z narzeczonym w bloku z wielkiej płyty na osiedlu zlokalizowanym w jednej z podwarszawskich miejscowości. Dookoła sami emeryci, co też skłoniło nas do poszukiwania mieszkania właśnie w tym rejonie. Ostatnie piętro w czteropoziomowym budynku stało się dla nas istną oazą spokoju, do której z wielką przyjemnością wracamy po ciężko przepracowanym dniu.
Naszą sąsiadką drzwi obok okazała się 92-letnia Pani Janina, która już w czasie remontu zapukała do nas z informacją, że jej wnuczek jest świetnym glazurnikiem i może pomóc, ale wtedy akurat mieliśmy już swojego fachowca. Grzecznie podziękowałam i zadeklarowałam swoją pomoc, gdyby tylko zaszła taka potrzeba, bo sama łapię zadyszkę już w połowie wdrapywania się po schodach na czwarte piętro w naszym bloku. Takiej potrzeby jednak nie było i to przez długi czas.
W pewnym momencie Pani Janina poprosiła o wyrzucenie śmieci, więc powiedziałam jej, że mogę to robić zawsze, gdy tylko wystawi worek przed swoje drzwi. Równie chętnie zaopatrywałam ją w pieczywo i kupowałam gazetki w pobliskim kiosku. Cieszyłam się, że nawiązałyśmy fajną sąsiedzką relację, z której każde z nas miało jakąś korzyść. Sąsiadka miała pomoc na wyciągnięcie ręki, my mogliśmy bez obaw udać się na dłuższy urlop.
canva.com
Córka starszej sąsiadki snuła dziwne podejrzenia
Niestety to, co w pełni ludzkie i na pozór niebudzące żadnych wątpliwości, te wątpliwości wzbudziło. Pani Janina musiała pochwalić nas do swojej córki, która co prawda nie zaglądała do niej zbyt często, ale gdy tylko dowiedziała się, że od czasu do czasu pomagam jej mamie, to zajrzała do mnie z niezapowiedzianą wizytą. Byłam wtedy sama w mieszkaniu.
Bardzo zdziwiło mnie to, że Pani na moje oko chwilę po sześćdziesiątce, nie była nastawiona do mnie zbyt przyjaźnie. Choć w pierwszej chwili, gdy się przedstawiła, to podziękowała za pomoc mamie, ale w dalszej części rozmowy kurtuazję schowała do kieszeni. Ostrzegła mnie, że jeśli coś kombinuję i liczę na to, że uda mi się oskubać staruszkę z pieniędzy lub mieszkania, to mogę o tym jedynie pomarzyć.
Przez kilka sekund nie wiedziałam nawet, co powiedzieć, bo jej słowa wryły mnie w podłogę. Rozumiem obawy, ale nie rozumiem bezczelności, z jaką do mnie podeszła. Może gdyby zaglądała częściej do matki, to ta nie potrzebowałaby bezinteresownej sąsiedzkiej pomocy. Nikt dawno nie sprawił mi takiej przykrości.
Ewelina, 29 lat