"Niby było między nami wszystko OK. Ale jednak czegoś brakowało. Sama nie wiedziałam czego, bo dobrze nam się razem żyło. Super się dogadujemy, mamy wspólne pasje i zainteresowania, a ostatnio nawet wspólnych znajomych, z którymi spędzamy czas. Tylko z rodziną Marcela mi jakoś nie po drodze, a raczej im ze mną. A przynajmniej tak myślałam! Partner nie zabierał mnie do swojej rodziny, choć początkowo było inaczej. Później twierdził, że nikt mnie nie zaprasza i chyba mnie nie akceptują. Źle się z tym czułam, ale kochałam go przecież i to było dla mnie najważniejsze. Odpuściłam. Aż wreszcie... Odkryłam, o co w tym wszystkim chodziło. Ależ z niego gagatek!"
*publikujemy list od czytelniczki
Niby było ok, ale jednak nie do końca
Ja jestem bardzo rodzinną osobą. Zawsze dbam o to, żeby mieć jak najlepsze relacje z bliskimi, bo wtedy jestem szczęśliwsza. Uwielbiam mieć ludzi obok siebie. Kocham, kiedy drzwi mojego domu się nie zamykają, bo wiecznie ktoś do nas zagląda.
Znajomi wiedzą, że te drzwi są dla nich zawsze otwarte i nie muszą umawiać się na kawę czy herbatę z nami.
Moja rodzina też często i chętnie wpada i tak samo było na początku z rodziną Marcela, ale pod pewnego czasu to się zmieniło. Nikt od nich nas nie odwiedza, a Marcel jeździ do nich sam, bo uważa, że mnie nie zapraszają.
Na początku było mi z tego powodu bardzo przykro, ale już chyba jakoś to przełknęłam.
Aż napisała do mnie siostra Marcela
Zbliża się Wielkanoc i znów zaplanowaliśmy te święta z moją rodziną. To już trzeci rok z kolei, gdy Marcel nie jechał na Wielkanoc do rodziców, ale podobno tak ustalili, więc ja byłam szczęśliwa, że zostaje ze mną.
Ale kilka dni temu odezwała się do mnie jego siostra. Nie robiła tego od lat, więc byłam w ciężkim szoku.
Zapytała, dlaczego nie chcę się z nimi widywać. Napisała, że jest im przykro, że nie korzystam z ich zaproszeń i Marcel zawsze jest u nich sam.
Zdziwiło mnie to. Marcela akurat nie było w domu, więc nawet nie mogłam z nim o tym porozmawiać, ciągnęłam więc rozmowę z jego siostrą. Okazało się, że oni wcale ze mnie nie zrezygnowali i zawsze chcieli mieć ze mną kontakt, ale partner powiedział im, że ja tego nie chcę. Czyli wrobił nas tak samo. Tylko dlaczego?

Już to wiem!
Gdy się poznaliśmy, Marcel dużo palił. Powiedziałam mu, że bardzo mi to przeszkadza i nie będę z kimś, kto pali papierosy . Uznał, że warto dla mnie rzucić ten nałóg i podobno bardzo się starał.
Z pracy wracał zawsze cuchnący papierosowym dymem, ale mówił, że panowie tam sobie nie szczędzą i on po prostu tym dymem przesiąka. Wierzyłam.
Do rodziców jeździł co tydzień i też wracał cuchnący, ale tam też palą. Więc również wierzyłam.
Okazało się, że Marcel nie miał na tyle silnej woli, żeby rzucić i nie wytrzymywał bez papierosa przez cały weekend, to też jeździł sobie do rodziny sam, bo tam mógł palić, a ja tego nie widziałam.
Tak banalny powód, a on w taki sposób mnie oszukał. Czułam się odrzucona i niechciana przez jego bliskich.
Szczerze, to już przywykłam do tego papierosowego smrodu. Ale nie wiem, czy jestem w stanie mu jeszcze zaufać po takim incydencie.
Jak dziecko! No dosłownie.
Kasia