Czy wieloletnia relacja z synową może być idealna pod każdym względem i pozbawiona jakichkolwiek niesnasek? To jedna z tych więzi, w której nie zawsze możemy sobie pozwolić na całkowitą szczerość, co niestety prowadzi do narastającej frustracji, a finalnie takich sytuacji, jaka spotkała naszą 59-letnią czytelniczkę z okolic Bydgoszczy. Kobieta wciąż nie może uwierzyć, że jej synowa z taką łatwością wypowiedziała w jej kierunku pewne słowa.
Teściowa zachowująca dystans i zdrowy rozsądek
Pani Helena jak twierdzi, nigdy nie miała żadnego konfliktu ze swoją synową i jeszcze przed jej wstąpieniem do rodziny, kobiety bardzo dobrze się dogadywały. 59-latka przez te wszystkie lata zwracała uwagę na to, aby nie dać się ponieść matczynemu instynktowi i nie przekraczać pewnej granicy ingerowania w życie syna oraz jego małżonki. Dziś jednak teściowa jest przekonana, że jej poprawne stosunki z synową mogły być jedynie nic niewartą grą pozorów.
Asię znam już z trzynaście lat, a od jedenastu jest żoną mojego syna. Przez ten czas dogadywałyśmy się, można powiedzieć, że wzorowo, ale jak teraz sobie myślę, to mogła być tylko gra pozorów z jej strony. Ja też jakoś mocno nigdy nie wtrącałam się w życie młodych i nawet do pomocy przy dziecku tuż po jego narodzinach nie byłam wyrywna na siłę. Asia miała powiedziane, że może na mnie liczyć i w każdej chwili mogła złapać za telefon i mnie wezwać. Powiedziałam sobie, że narzucać się nie będę i tak było, a mleko i tak rozlało się z innego powodu
Teściowa: „Synowa stwierdziła, że nie potrafiłam wychować syna”
Dobre relacje z teściową zakłóciła jednak drobna sprzeczka, do której doszło przy rodzinnym stole podczas jednego z niedzielnych obiadów. Pani Helena twierdzi, że jej synowa zwariowała, a słowa, które młoda kobieta skierowała w jej stronę, w ogóle nie powinny zostać wypowiedziane niezależnie od okoliczności. Nić porozumienia została zerwana i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miała zostać nawiązana ponownie.
Jak zwykle poszło o błahostkę i to niedotyczącą nikogo z nas. Brat Asi rozwiódł się z żoną i aktualnie stara się o obniżenie zasądzonych alimentów, co ja skomentowałam krótko, że na dzieci to on żałować nie powinien. Niestety moje zdanie wzbudziło w Asi ogromną agresję, jakby zwariowała i po części ją rozumiem, ale nie czuję się dobrze, z tym że w tym amoku synowa stwierdziła, że nie potrafiłam wychować syna. Jej rodzice też się nie popisali, bo ja choćby nie wiem co, to nie odważyłabym się skierować takich słów do matki mojego męża. Nie wiem, co tam Robercik przeskrobał, bo ich sprawy są ich sprawami i ja nie chcę się do tego mieszać, ale jeśli ona mnie nie przeprosi, to raczej nie mam ochoty widywać jej u siebie w domu
Myślicie, że synową Pani Heleny lekko poniosło?