"To miał być idealny, zaplanowany w każdym szczególe dzień. Jestem perfekcjonistką, więc planowanie naszego ślubu i wesela zaczęłam z rocznym wyprzedzeniem! Myślałam, że nic mi nie umknęło, niestety moja przyjaciółka, a w zasadzie to już była przyjaciółka, go zrujnowała! Zaserwowała mi prawdziwy koszmar każdej panny młodej!"
*Publikujemy list od czytelniczki.
Moja przyjaciółka zaliczyła wpadkę na moim ślubie
Zacznę od tego, że Aśka jest bardzo specyficzną osobą. Jednak gdy ją poznałam, nie przeszkadzało mi to, a wręcz wydawało mi się to jej zaletą.
Poznałyśmy się jeszcze na studiach i od razu zwróciła moją uwagę swoją śmiałością i odwagą! Aśka nie miała problemu, by odpysknąć wrednemu wykładowcy, lub powiedzieć głośno, gdy z kimś się nie zgadzała. Wtedy byłam jej zachowaniem zachwycona, a wręcz zazdrościłam jej, że jest taka wygadana i przebojowa! Później nasza znajomość trochę się rozluźniła, ale stwierdziłam, że co jak co, ale Aśki nie może zabraknąć na moim ślubie!
Nie będę kłamać, jestem perfekcjonistką i do planowania naszego ślubu i wesela podeszłam bardzo profesjonalnie. Zaczęłam planować już na rok przed uroczystością i zaplanowałam ją niemal co do minuty!
Gdy nadszedł ten dzień, byłam o dziwo totalnie spokojna, bo — o ja naiwna! — nie brałam w ogóle pod uwagę, że coś może pójść niezgodnie z moim planem. I wtedy weszła Aśka cała na biało. D O S Ł O W N I E!
Aśka spełniła koszmar każdej panny młodej i na mój ślub przyszła w białej sukience! Żeby ona chociaż miała jakieś malutkie kwiatki, czy coś, ale nie! Jej sukienka była krystalicznie biała, w dodatku była to suknia balowa z tiulowym dołem! Może nie była tak strojna, jak moja suknia ślubna (całe szczęście!), ale ewidentnie Aśka chciała skraść mi show! Myślałam, że OK, najgorsze już za mną, ale to był dopiero początek jej wpadek!
Gdy po przysiędze pocałowaliśmy się z moim mężem, Aśka na całe gardło wydarła się w kościele:
Gorzko! Gorzko! Co tak słabo?!
- rechocząc przy tym jak wariatka.

Kątem oka dostrzegłam, jak ludzie w kościele patrzyli po sobie i zastanawiali się, kim do diaska jest ta osoba i czyją jest rodziną! To jednak wszystko nic w porównaniu do tego, co Aśka zrobiła na weselu!
Moja przyjaciółka zniszczyła moje wesele!
Aśka przyszła na wesele sama, bo nie ma chłopaka. Na początku było mi przykro, bo nie znała prawie nikogo, ale odbiła to sobie z nawiązką!
Na początek wesela DJ puścił przebój Whitney Houston "I will always love you". Aśka podbiegła do DJ-a, wyrwała od niego mikrofon i stwierdziła, że to jej ukochana piosenka! Aśka, choć kompletnie nie umie śpiewać, całą piosenkę darła się do mikrofonu, niemiłosiernie fałszując! Spłonęłam jak burak, bo cała rodzina mojego męża już wiedziała, że Aśka "to ktoś ode mnie". To i tak jeszcze nic!
Nie chciałam mieć zabaw oczepinowych, bo uważam, że to wstyd, jednak pod naciskiem rodziny zgodziłam się chociaż na jedną! Oczywiście wodzirej wybrał najbardziej zboczoną zabawę — wiecie, tą z przesuwaniem jajka przez nogawki spodnie partnera.
Jako że Aśka przyszła sama, trafiła na parę na mojego wujka! Była już wtedy wyraźnie podpita. Uwierzycie, że w trakcie tej zabawy obmacała w tym miejscu mojego wujka?! Gdyby tego było mało, wujkowi to się wyraźnie spodobało i nie miał nic przeciwko! Gdy tylko ciocia zobaczyła, co się wyprawia na parkiecie, wzięła męża za pazuchę i wyszli z wesela! Od naszego ślubu jeszcze się do mnie nie odezwali!
Na koniec Aśka tańczyła z moim 15-letnim kuzynem i zaczęła robić fikołki na parkiecie. Jako że jest świetnie wygimnastykowana, to wszyscy goście zobaczyli jej stringi pod sukienką!
Dostałam właśnie zdjęcia z naszego wesela. Na większości z nich jest Aśka — robiąca głupie miny, wydzierająca się, czy świecąca swoimi majtkami! Na zdjęciach widać też moją skwaszoną minę i twarz czerwoną jak burak! Jestem wściekła! Moja przyjaciółka zniszczyła nasze wesele! Upokorzyła mnie jak jeszcze nikt nigdy w moim życiu!
Do tej pory ją tolerowałam, ale już nie mam na to siły. Nadszedł odpowiedni moment na zakończenie naszej znajomości!