"Wydawało mi się, że utarte schematy starszych pokoleń powoli idą w zapomnienie. Pomyliłam się, skoro nawet mój zaledwie 30-letni mąż ma poglądy nie z tej epoki. To, że namawia mnie, a nawet każe mi rzucić pracę, to jedno. Jednak to jego argumenty są najbardziej absurdalne w całej tej sytuacji. Zastanawiam się, dlaczego poślubiłam takiego człowieka".
Publikujemy list od naszej czytelniczki.
Filip momentami zachowuje się jak dziecko
Mój mąż jest jedynakiem, więc jego relacja z matką nie zawsze wydaje się do końca normalna. Ma 32 lata, a momentami zachowuje się jak dziecko. Nie chodzi mi absolutnie o pracę, bo akurat w niej wykazuje się pełnym profesjonalizmem. Jednak jaki dorosły facet dzwoni prawie codziennie do matki? Co weekend ciągnie mnie do swoich rodziców na jakieś obiadki, zamiast zainicjować romantyczny weekend za miastem lub wyjść razem z naszymi znajomymi na imprezę.
Mój teść jest przedsiębiorcą, więc w ich domu nigdy nie brakowało na chleb, a matka Filipa nigdy nie musiała pracować. Nie musiała i nie chciała - tego dowiedziałam się ostatnio podczas sobotniego spotkania.

Nie akceptują mojego stylu życia
Filip od kilku miesięcy próbuje mnie namówić, żebym zrezygnowała z pracy. Jego ojciec mu nagadał, że to mężczyzna jest odpowiedzialny za zarabianie na rodzinę i dom, a kobieta ma zadbać o porządek, kuchnię, zająć się dziećmi. Ja sobie nie wyobrażam siedzenia w domu - kto, co lubi, ale to po prostu nie dla mnie. Próbowałam wytłumaczyć to zarówno Filipowi, jak i moim teściom, ale oni stoją za sobą murem.
Wszyscy zgodnie uważają, że nie ma potrzeby, żebym pracowała. Coraz częściej naciskają na wnuki i coraz częściej podkreślają, że nie akceptują mojego stylu życia. Ja lubię wyjazdy, imprezy ze znajomymi, uwielbiam swoją pracę, treningi. Nie jestem typem kobiety, która mogłaby zajmować się domem i gotowaniem. Myślałam, że Filip o tym wie i nie ma z tym problemu. Jak chciał gosposię, to mógł powiedzieć to przed ślubem, a nie po.
Jego argumenty, że każda kobieta powinna zadbać o mężczyznę i dzieci są dla mnie po prostu absurdalne, a nawet mnie przerażają. Jak można mieć takie podejście w 21. wieku? Cały czas dodaje, że jego matka doceniała, że nie musi chodzić do pracy. Co mnie obchodzi jego matka? Ja to ja, moja teściowa to teściowa. Czy mam zbyt nowoczesne podejście do życia? Nie sądzę. Mam wrażenie, że to Filip i jego rodzina zatrzymali się mentalnie w innym roku.
Ania