"Wiele z mężem poświęciliśmy, żeby nasz Robercik znalazł się tam, gdzie jest. Skończył prawo, teraz prowadzi świetnie prosperującą kancelarię. Na synową też nie mogę narzekać – to dentystka, pracuje w renomowanej klinice. Za to wnuk... Nie mieści mi się to w głowie! Jak dziecko wychowane w takiej rodzinie, z takimi możliwościami, może być pozbawione wszelkich ambicji! Naprawdę nie rozumiem, dlaczego Robert z żoną nie przemówią mu do rozsądku. Jeśli nie zmieni zdania, będzie taki wstyd!"
*publikujemy list naszej czytelniczki
Przyszłość naszego syna była dla nas najważniejsza
Robert to nasze jedyne dziecko, wyczekane, wychuchane. Tak, nie wstydzę się powiedzieć, że naprawdę wiele nas kosztowało, żeby osiągnął sukces. Oboje pochodziliśmy z niezamożnych rodzin, więc ciężko pracowaliśmy, żeby nasz syn miał możliwość zdobycia jak najlepszego wykształcenia, żeby nie musiał się niczym przejmować, tylko spokojnie skupił na nauce. I udało się: Robert dostał się na wymarzone prawo, na studiach miał świetne wyniki, potem błyszczał na aplikacji, aż w końcu założył swoją kancelarię.
Kiedy związał się z Joanną, byliśmy szczęśliwi. Jego żona pochodzi z lekarskiej rodziny, sama jest dentystką. Dla obojga edukacja była i jest bardzo ważna, dzięki swojej ciężkiej pracy są teraz świetnie sytuowani. Mają jednego syna, Konradka. Od kiedy pojawił się na świecie, byłam spokojna o jego przyszłość. Z takimi rodzicami ma nieograniczone możliwości!
Wnuk ma takie możliwości! Nie wiem, dlaczego tak się zachowuje...
Konradek jest w czwartej klasie liceum. Nie widujemy się zbyt często, bo chodzi do najlepszego liceum w mieście, no i matura za pasem – musi się dużo uczyć, to oczywiste. Ale dwa dni temu wpadł do mnie na obiad. Bardzo się ucieszyłam, przygotowałam jego ulubione pierogi, było bardzo miło. Do czasu, kiedy zaczęłam dopytywać o studia...
Nie będę studiował, babciu. Idę do policealnej szkoły fryzjerskiej, a już w czerwcu zaczynam praktyki w jednym salonie. Nie mogę się doczekać!
Myślałam, że się przesłyszałam. Nie pójdzie na studia? Będzie... fryzjerem? Mój wnuk? Syn prawnika i lekarki??? Prawie zasłabłam! Konradek zmartwił się, kiedy zobaczył moją reakcję i zaczął mi tłumaczyć, że od dłuższego czasu fascynuje się fryzjerstwem, że kocha modę, trendy, pracę z ludźmi... Mówił długo, ale do mnie to nie docierało. Będzie mył innym ludziom włosy? Będzie się do nich mizdrzył? To okropne!
Od razu po wyjściu Konrada chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do mojego syna. Okazuje się, że o wszystkim wiedział! I, co najgorsze, nie ma nic przeciwko! Zaczął mi opowiadać, że fryzjerstwo to nie to, co dawniej, że Konradek ma do tego dryg, a na studia zawsze będzie mógł pójść, jak mu się odwidzi. Najważniejsze, żeby robił to, co kocha.
Muszę powiedzieć, że zniesmaczyła mnie ta rozmowa. Gdybyśmy pozwalali Robercikowi na wszystkie jego głupie pomysły, na pewno nie byłby dziś mecenasem. Trochę dyscypliny musi być! Prędzej czy później się przekona, że to fatalny pomysł.
Maria