"To już naprawdę było uzależnienie. Kamil ledwo przychodził z pracy, już siadał przed telewizor z padem w ręku. Nie było dla niego nic ważniejszego, niż granie w gry z "kolegami", których znał tylko z wirtualnego świata. Nie poświęcał mi uwagi, nie pomagał w domu. Robiłam za niego wszystko! Czasem wracałam z pracy i okazywało się, że on siedział przed TV w pidżamie, co oczywiście oznaczało, że nie był w pracy. Później dowiadywałam się, że bolała go na przykład głowa i dlatego nie poszedł. Tylko że na granie jakoś miał siłę. Miałam tego dość! Musiałam coś wymyślić, bo inaczej nasz związek by się po prostu rozpadł. Przecież my nawet ze sobą nie gadaliśmy. Ale przechytrzyłam go!"
*publikujemy list od czytelniczki
Miałam tego dość
Kamil był czasem jak swój własny cień. Jak duch! Tak nie było od początku naszej znajomości.
Te początki, to był naprawdę piękny czas. Często wychodziliśmy, spotykaliśmy się z przyjaciółmi. Wyjeżdżaliśmy na wakacje. Rzadko nawet mieliśmy w ręku telefon i nie żyliśmy w wirtualnym świecie.
Na jego 30 urodziny zorganizowaliśmy mu przyjęcie - niespodziankę. Złożyliśmy się też wtedy całą ekipą na konsolę do gry, bo wiedzieliśmy, że o niej marzy. W pewnym sensie zatem sama jestem sobie winna trochę, ale przecież Kamil jest dorosły i sam powinien wiedzieć, że trzeba się trochę ograniczyć.
Kiedy odkrył, że na konsoli można grać online, to ja śmiało mogę powiedzieć, że straciłam faceta.
On potrafił nie spać przez całą noc, nawet jeśli rano musiał iść do pracy.
Grał non stop. Nie pamiętałby nawet o jedzeniu, gdybym nie ugotowała i nie podstawiła mu pod nos.
Nie pomagał mi też kompletnie w żadnych obowiązkach. Miałam tego dość.
Aż pewnego dnia...
Zdarzył się cud ;). No bo jak to inaczej nazwać? To była oczywiście tylko złośliwość rzeczy martwych, ale dzięki temu znalazłam światełko w tunelu.
Pewnego dnia na tablicy ogłoszeń zawisła karteczka, na której była informacja o tym, że kolejnego dnia nie będzie prądu. Nie pamiętam już nawet z jakiego powodu.
Kamil najpierw stwierdził, że odwiedzimy rodziców, ale on oczywiści zabierze konsolę. Na szczęście oni mieli już swoje plany i... chociaż mój partner na początku nie był zadowolony, to później dał się namówić na kino, kolację na mieście i długi spacer.
Dawno nie mieliśmy tak fajnego wieczoru. Co on sam przyznał.
Zdążyliśmy też pogadać o tym, że mi nie pomaga i obiecał poprawę. Jednak na drugi dzień wszystko było znów jak wcześniej więc...

Przechytrzyłam go!
Nie mogłam odłączyć internetu, bo od razu by się domyślił, ale kupiłam urządzenie, które zakłóca fale. Ten "przeszkadzacz" robi to tak intensywnie, że nie da się komfortowo korzystać z internetu. Gdy Kamil przesadza z graniem, to go używam.
Przez pierwsze tygodnie się nie przyznawałam, ale w końcu Kamil chciał zmienić sieć, ze względu na kiepski zasięg i postanowiłam mu wszystko opowiedzieć.
Nawet się nie wkurzył. Roześmiał się i pochwalił mnie za sprytny pomysł. Oboje na tym skorzystaliśmy i on dobrze o tym wie. Teraz już nie muszę go w żaden sposób przechytrzać.
Ustaliliśmy, że będzie grał przez 2 godziny dziennie, a później obowiązki i czas ze mną. Tego się trzyma, a ja znowu jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.
Hania