"Mówi się, że to śmierć najbliższych najbardziej nas zmienia i chyba jest to prawdą. Gdy nasi bliscy umierają, my rodzimy się na nowo. Tym razem to śmierć teściowej sprawiła, że dwa zwaśnione rody się pogodziły".
Publikujemy list naszego czytelnika.
Historia dwóch zwaśnionych rodów
Pamiętacie historię Romeo i Julii? Pamiętacie, jak dwa zwaśnione rody Kapuletich i Montekich pogodziły się po śmierci największych kochanków wszech czasów? Nigdy nie sądziłem, że w jakiś sposób podobna, chociaż mniej widowiskowa historia będzie dotyczyć mojego życia.
W mojej rodzinie zawsze były kłótnie i spory. Może to skutek tego, że rodzina mojej małżonki była gorąca jak ogień - mówiąca co myśli, bogata i odnosząca sukcesy. Moja rodzina natomiast była dość biedna, niewykształcona i brakowało w niej emocji. Nie bez pozoru mówiono o nas w żartach, że jesteśmy zimni jak lód.
Ogień i lód to zazwyczaj złe połączenie i chociaż w związku ja i moja żona sobie radziliśmy, bo łączyła nas miłość, to rodziny przecież nie żywiły do siebie tak wielkich uczuć, więc nic dziwnego, że spory były bardzo często.
Wyobraźcie sobie sznur zawiązany na szybko przez osoby, które niekoniecznie to potrafią. Moja rodzina była właśnie, jak taki sznur, na którego dwóch końcach stały dwa rody, które starały się porozumieć. Wyobraźcie sobie także to, że każda drobna kłótnia w rodzinie była trochę jak drobne nacięcie na tym sznurze, który przecież w żadnym razie nie jest mocny. Nic dziwnego, że w końcu jednak pewne nacięcie okazało się przysłowiowym gwoździem do trumny, które spowodowało, że sznur się przerwał, a dwa rody skłóciły się na wiele lat.

Teściowa zrobiła coś nieprawdopodobnego
Naszym rozjemcą zawsze próbowała być teściowa. Niestety bezskutecznie. Dwie skłócone rodziny połączone wiecznymi więzami krwi dzięki mojemu małżeństwu, miały jedną wspólną cechę. Obie były zbyt dumne na to, aby pierwsze wyciągnąć dłoń do zgody.
Pamiętam, jak teściowa zawsze mówiła, że tak bardzo chciałaby dożyć chwili, jak zobaczy, że znów w naszych rodzinach jest zgoda. Niestety, tej chwili nie doczekała. Zmarła dość nieoczekiwanie. Mogła mieć kilka pięknych lat przed sobą. Niestety, dobry Bóg przedwcześnie powołał ją do siebie, co przyjęliśmy z wielkim smutkiem.
Na pogrzebie obie rodziny stały daleko od siebie, nie odzywając się do siebie. W pewnym momencie moja 17-letnia córka nie wytrzymała i gdy trumna miała trafić do grobu, odwróciła się i wykrzyczała te słowa, które na wieki zostaną w mojej pamięci.
Babcia nie chciałaby, żebyście się nadal na siebie gniewali
Wtedy coś pękło. Wszystkie granice, bariery i zwady przestały mieć znaczenie. Najstarsi przedstawicieli dwóch skłóconych rodów spojrzeli na siebie i równocześnie w tej samej chwili wyciągnęli ręce do zgody.
Moja teściowa zrobiła coś nieprawdopodobnego — pogodziła dwa tak bardzo skłócone rody. To właśnie jej śmierć sprawiła, że ogień i lód zaczęły trwać obok siebie w harmonii, w spokoju.
I tak z największych wrogów, staliśmy się największymi przyjaciółmi i bratnimi duszami. Dwie oddzielne rodziny wreszcie stały się jedną. Teraz stoimy razem i trzymamy się ramię w ramię i nie potrzebujemy nawet żadnego sznura, który by nas połączył.
Adam
[yiiGallery id="59320]