"Całe życie byłem takim młodym gniewnym mężczyzną, który błądził w poszukiwaniu miłości. Gdy poznałem Hanię, zrozumiałem, że to jej moje serce szukało przez całe życie. Hania postawiła mi jeden warunek, a ja go spełniłem."
*Publikujemy list naszego czytelnika.
Żyłem chwilą, żyłem źle
Odkąd skończyłem 15 lat, moje życie przepełnione były złymi emocjami. Byłem buntownikiem z wyboru — w szkole, w domu, a potem w życiu. Żyłem źle, bo ciągle były w moim życiu jakieś używki i przesadzałem tak naprawdę ze wszystkim. Powoli toczyłem się na samo dno.
Wpadłem w złe towarzystwo, w którym myślałem, że zaznaję szczęścia, a tak naprawdę odczuwałem tylko chwilową satysfakcję. Poznawałem bardzo wiele kobiet, którym złamałem serce, obiecując bardzo dużo i nic nie dając w zamian. Liczyły się dla mnie chwilowe przyjemności, a tak naprawdę każdą z tych kobiet traktowałem w przedmiotowy sposób.
Wreszcie poznałem Hanię, która była zupełnie inna niż wszystkie kobiety, które dotychczas znałem. To właśnie ta dziewczyna pokazała mi, że moje życie było błędem. To właśnie jej oddałem całe swoje serce i dzięki niej kompletnie zmieniłem swoje życie na znacznie lepsze. Dopiero teraz zrozumiałem, że moje życie wtedy było beznadziejne.

Żyjemy z Hanią w białym małżeństwie
Gdy na uczelni zobaczyłem ciemnowłosą szatynką, której włosy delikatnie falowały na wietrze, od razu się nią zainteresowałem. Początkowo mnie ignorowała i nie chciała się ze mną spotykać, słusznie podejrzewając, że chcę ją tylko wykorzystać. To prawda, że na początku w takich kategoriach ją odbierałem.
Później, gdy doszło do pierwszego spotkania, a my zaczęliśmy rozmawiać, to te wszystkie różnice, które były między nami, w magiczny sposób nas połączyły.
W końcu weszliśmy w związek, a ja czułem się zupełnie inaczej niż dotychczas. Nie dążyłem do fizycznych zbliżeń, bo domyślałem się, jaki moja dziewczyna ze względu na swoją wiarę ma do tego stosunek. Sama obecność Hani wystarczała mi, żebym był szczęśliwy. Nie potrzebowałem nic więcej.
Przy Hani zmieniłem swoje życie, stając się katolikiem, który przewartościował swoje życie i po prostu zaczął żyć jak dobry człowiek. Zerwałem kontakt z tym złym towarzystwem i zapisałem się do pewnej religijnej organizacji. Uczęszczałem też ze swoją przyszłą żoną na kurs dotyczący odnowy swojego życia w zgodzie z wiarą chrześcijańską. To otworzyło mi oczy. Zacząłem być lepszą wersją siebie.
Gdy więc moja przyszła żona powiedziała, że chce, żebyśmy żyli w białym małżeństwie, czyli takim bez seksu, zaakceptowałem to, bo wiedziałem, że to niewielka cena w stosunku do życia u boku takiej wspaniałej kobiety.
Jesteśmy już dwa lata w białym małżeństwie, a w trudnych chwilach zwracamy się do Boga. Wspólna modlitwa pozwala nam pozbyć się zbędnej namiętności. Myślałem, że życie bez intymnych zbliżeń będzie dla mnie trudne, ale w końcu zrozumiałem, że gdy ma się obok siebie Boga, to nic trudne nie jest.
Jacek