"W sobotę odbyło się moje urodzinowe przyjęcie. Rodzice mocno się wykosztowali, co bardzo doceniam. Mogłem zaprosić całą moją klasę i wszystkich przyjaciół, a było też sporo rodziny i dużo atrakcji. Bawiliśmy się super! Wszyscy do dziś wspominają i pewnie jeszcze długo będą to robić. Ale ja jestem trochę rozczarowany. Liczyłem na to, że za kasę z 18stki kupię sobie pierwsze auto. W sumie po to też chciałem zaprosić chrzestnych. Na co dzień nie mam z nimi kontaktu, no ale po coś tymi chrzestnymi są. On stanął na wysokości zadania, a ciotka dała mi taki prezent, że to dosłownie kpina!"
*publikujemy list czytelnika
W sobotę miałem 18-stkę
Tak się fajnie złożyło, że miałem urodziny akurat tego dnia, co zaplanowana była impreza. Było naprawdę super! Za co dziękowałem wielokrotnie moim rodzicom, bo to ich zasługa.
Pozwolili mi zaprosić całą moją klasę, a do tego też innych przyjaciół. Było też mnóstwo rodziny i zebrało nam się ponad 100 osób. Niektóre pary młode nie robią nawet tak dużych wesel.
DJ też był super. Gość jest znany z TikToka i sam sobie go wyszukałem i wybrałem, a tanio sobie nie liczył.
Do tego moja petarda stylówka, pyszne jedzenie i atrakcja wieczoru. No czapki z głów dla rodziców, że pozwolili mi to wszystko "mieć".
Ale przyznam szczerze, że trochę też się zawiodłem. A konkretnie na mojej chrzestnej.
Liczyłem na wypasiony prezent
Nie mam super kontaktu z rodzicami chrzestnymi. Czasem widujemy się z okazji świąt, ale ciotki to ja tak naprawdę wcale nie znam. To taka dalsza rodzina. Kiedy się urodziłem, to była blisko z moimi rodzicami, dlatego została moją chrzestną.
No ale skoro już nią jest, to myślałem, że stanie na wysokości zadania.
Ogólnie to prosiłem wszystkich o kasę w prezencie. Rodzice zafundowali mi egzamin na prawko, no ale jak zdam, to będę chciał jeździć autem. Z kieszonkowego to wystarczy mi co najwyżej na paliwo i pewno nie zawsze. A ja nie pracuję. Więc jak mam inaczej sobie to auto kupić, jeśli nie dzięki urodzinowym prezentom?
Poprosiłem zatem o te pieniądze i wszyscy moją prośbę uszanowali. Niektórzy włożyli do koperty po stówce, ale przecież to koledzy z klasy, którzy musieli się podzielić swoim kieszonkowym i doceniam to.
Chrzestny dał mi 2000. Spoko gość, naprawdę. To już dość mocno zasiliło mój budżet. Ale chrzestna? Naprawdę wstydziłaby się dać mi coś takiego.

Co dostałem od niej?
Do koperty włożyła pięć stówek. Nie mogłem w to uwierzyć i sprawdzałem dwa razy, czy coś tam się nie zawieruszyło. Ale nie! Nie było nic, oprócz srebrnego łańcuszka z krzyżykiem. No serio? Nie wiem, ile ten badziew kosztował, ale nawet jeśli ze stówkę to wolałbym, żeby ją dorzuciła do koperty. To już niektóre ciotki dały mi więcej, a ona jako chrzestna kompletnie się nie wykazała.
Muszę teraz szukać innego auta, bo na to, które sobie upatrzyłem, nie będzie mnie stać. I myślę sobie, że do niczego mi taka chrzestna niepotrzebna.
Jak będę brał ślub, to jej wcale nie zaproszę. Dla jej nędznych 5 stówek?
Jak jej nie było stać na bycie chrzestną, to mogła się na to nie godzić. Naprawdę!
Jasiek