"Nigdy nie kochałam swojej matki, dlatego nie żałuję, że umarła. Przestała być moją matką, gdy tak bardzo skrzywdziła mojego ojca, a później zostawiła całą rodzinę na pastwę losu. To ona wpędziła ojca do grobu. To jej wina. Ma to, na co zasłużyła. Wcale nie jest mi jej żal. Nie mam zamiaru pójść na jej pogrzeb".
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Matka zostawiła nas, jak byłam mała
Nie miałam szczęśliwego dzieciństwa i wychowałam się w rozbitej rodzinie. Zazwyczaj to ojciec jest tym złym, który zostawia rodzinę dla różnych używek lub młodszej kobiety. W moim przypadku to matka była prawdziwym wcieleniem zła.
Od zawsze się mną nie interesowała. Znacznie bardziej liczyły się imprezy i różne używki. Pamiętam, że jak byłam mała, to ona ciągle awanturowała się z ojcem. Przychodziła pijana, rzucała rzeczami i wymiotowała w przedpokoju. Mój ojciec najpierw ciągle się denerwował i groził, że od niej odejdzie, ale potem zawsze jej wybaczał, bo nigdy nie przestał jej kochać.
Mama za każdym razem mówiła, "że to był ostatni raz", że ona już się zmieniła, ale potem znów towarzystwo przyjaciół było dla niej znacznie ważniejsze, niż ja i mój kochany tata.
Pewnego dnia rodzice poszli na terapię małżeńską. To był pomysł ojca, który chciał ratować małżeństwo. Na początku było trochę lepiej, a później słyszałam ich kłótnie. Słyszałam, jak ojciec mówi, że już dawno zerwałby z matką, ale jest z nią tylko ze względu na mnie. Mówił, że nie chce, żeby jego ukochana córeczka wychowywała się bez ojca.
W końcu matka sama odeszła do młodszego partnera. Zostawiła mnie i tatę, który tak to wszystko przeżywał, że wpadł w przerażającą depresję i nie potrafił sobie w życiu poradzić. Mijały lata, a jego choroba się nasilała. Pojawiły się także różne bóle psychosomatyczne i inne dziwne zachowania. W końcu przyszły też poważne choroby, które wynikały z przewlekłego stresu. W końcu ojciec poważnie się rozchorował i zmarł. Trzymałam go za rękę, gdy odchodził. Matka nie przyszła nawet na jego pogrzeb. Widać, ile tak naprawdę dla niej znaczył.

Nie pójdę na pogrzeb mojej matki
Od tych traumatycznych wydarzeń minęło kilka lat. Nieszczęśliwe dzieciństwo źle na mnie wpłynęło. Nie potrafię się zaangażować w żadną relację, bo tak strasznie boję się, że jakiś mężczyzna potraktuje mnie tak, jak matka potraktowała mojego ojca. Mam wrażenie, że nie potrafię otworzyć się na miłość i to się nie zmieni.
Kilka dni temu odezwał się do mnie partner mojej matki, który poinformował mnie o jej śmierci. Przyjęłam to w neutralny sposób, bo to jest dla mnie obca osoba, z którą łączą mnie tylko więzy krwi i nic więcej.
Nie zamierzam iść na pogrzeb. Nie zamierzam mieć z nią nic wspólnego i nic od niej nie chcę.
Żałuję, że była moją matką.
Ewelina