"Ostatnio podrzuciłam Olę do szkoły. Rzadko to robię, bo przeważnie wychodzę do pracy, zanim ona wstanie. Córka sama się ogarnia i wychodzi z domu. Ale tym razem miałam wolne i stwierdziłam, że będzie mogła chwilę dłużej pospać. Zdziwiłam się mocno, gdy zobaczyłam, że rodzice dzieci z jej klasy (a nawet starszych) idą za swoimi dziećmi krok w krok i jeszcze niosą im plecaki. Zastanawiam się, na ile te dzieciaki są samodzielne, bo moja Ola bez problemu zostaje sama w domu na wiele godzin. A jak wracam do tego domu, to nie tylko ma odrobione lekcje, ale i pranie zdąży poskładać, a nawet włączyć kolejne, a czasem też gotuje nam obiad. I myślę sobie, czy to ja oszalałam, czy jednak ten świat?"
*publikujemy list od czytelniczki
Kiedyś był inne czasy
Teraz chyba bardziej się chucha i dmucha na te dzieciaki, przez co otacza się je szklanym daszkiem, spod którego trudno jest się wydostać.
Moi rodzice bardzo dużo pracowali. Jestem jedynaczką, więc nie było starszego rodzeństwa, które mogło się mną zaopiekować. Gdy tylko poszłam do pierwszej klasy, musiałam już być bardzo samodzielna.
Nie działała prężnie szkolna świetlica, więc po lekcjach przemierzałam sporą odległość, by dotrzeć do domu. Sama!
Nosiłam klucz na szyi i nie byłam wtedy żadnym wyjątkiem. Wszyscy koledzy byli bardzo samodzielni i gdy wracali do domu, to tak jak ja mieli różne obowiązki.
To była dla mnie szkoła życia, ale ja ten czas bardzo doceniam, bo gdy przyglądam się zachowaniom obecnych dzieciaków, to stwierdzam, że są dużo mniej samodzielne.
Ufam mojej Oli
Teraz modne jest to bezstresowe wychowanie. Ja w zasadzie też stosuję te zasady, jednak skoro zostawienie dziecka samego w domu jest dla niego stresem, to nie wychowuję Oli bezstresowo.
Mam wymagającą pracę. Ale jestem z Olą sama i muszę dbać o to, żeby wszystko jej zapewnić.
A ona zawsze była samodzielna. Chciała mi we wszystkim pomagać, obserwowała i naśladowała.
W tym roku poszła do pierwszej klasy. Dziecko, które skończy 7 lat, może samodzielnie wracać do domu i iść do szkoły również. Odprowadziłam ją więc tylko pierwszego dnia, a później moja odważna panienka radziła już sobie sama.
Zaskoczyła mnie w ostatnich miesiącach wielokrotnie.
Po powrocie do domu często było posprzątane. Nie musiałam też przejmować się praniem, a kilka razy Ola nawet ugotowała obiad, choć nigdy jej o to nie prosiłam.
Jest dokładnie taka jak ja, kiedy byłam w jej wieku. I wydaje i się to zupełnie normalne.

Ostatnio doznałam szoku
Miałam akurat wolne i stwierdziłam, że odwiozę Olę do szkoły. Niech pośpi trochę dłużej. I co? I zobaczyłam rodziców, którzy idą za dziećmi krok w krok, jak te wielbłądy.
Wiem, że plecaki ciężkie, ale czy naprawdę dziewięciolatek potrzebuje tragarza? Albo tego, żeby rodzic zamknął za nim drzwi od szkoły?
Nie neguję ich zachowania, ja się po prostu dziwię, bo później jest płacz, że dziecko niesamodzielne.
Myślę, że nawet gdybym mogła pozwolić sobie na to, żeby odbierać Olę ze szkoły i codziennie ją tam zawozić, to bym tego nie robiła. Nie dla mojej wygody, ale dla jej dobra. Rośnie mi zaradna pannica i jestem z niej dumna.
Kasia