"Zawsze chciałam być bogata. Już jako dziecko afirmowałam to sobie, choć jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy. Wyobrażałam sobie siebie jako księżniczkę u boku księcia z pięknym domem, z szybkimi autami i pełną garderobą modnych ciuszków. Kiedy moja bajka miała szansę się spełnić, ani przez chwilę nie pomyślałam o tym, by z tego nie skorzystać. Zrobiłam to, jednak życie u boku milionera okazało się nie być takim, jakie sobie wyobrażałam. Bardzo szybko pożałowałam mojej decyzji, ale już nie ma odwrotu, choć moja bajka zamieniła się w koszmar".
*publikujemy list czytelniczki
Zawsze chciałam być bogata
Pochodzę z biednej rodziny i naprawdę wiem co to znaczy, gdy brakuje pieniędzy na podstawowe produkty.
Bywało tak, że rodzice nie jedli obiadu, żeby tylko wystarczyło dla mnie i mojej siostry.
Nie jeździliśmy na szkolne wycieczki, nosiłam ubrania po starszej siostrze, która miała je po kuzynach. Nie były one zatem typowo dziewczęce i wszyscy się z nas śmiali.
Często uciekałam gdzieś, gdzie mogłam być sama i afirmowałam sobie bogate życie. Ja jeszcze wtedy oczywiście nie wiedziałam nawet co to znaczy, ale robiłam to z takim przekonaniem, że widziałam siebie, jako bogatą, dorosłą kobietę, u boku starszego mężczyzny, który spełnia wszystkie moje zachcianki.
Podróżowaliśmy razem, mieliśmy piękny, duży dom i szybkie auta. Ja miałam też pełną garderobę ubrań od popularnych projektantów.
Wyobrażałam to sobie tak intensywnie, że naprawdę uwierzyłam, że kiedyś tak się stanie.
I poznałam Johna
Kiedy miałam 20 lat, nadal z wielką wiarą afirmowałam mój bajkowy scenariusz. Pracowałam już wtedy w restauracji, byłam kelnerką.
Pewnego wieczoru odwiedził nas on. Prawie nie odkładał telefonu i nawet gdy zamawiał danie ani na chwilę się nie rozłączył.
Był elegancko ubrany i pięknie pachniał. Wyglądał na czterdzieści lat i faktycznie tyle miał, jak się później okazało.
Zauważyłam, że obserwował mnie przez cały wieczór. Uśmiechał się też zalotnie, gdy podchodziłam.
Wraz z napiwkiem, zostawił mi swój numer telefonu z prośbą o kontakt.
Odezwałam się następnego dnia, a on zadzwonił. Słabo mówił po polsku.
Okazało się, że jest milionerem z USA i przyjechał tu tylko na 2 tygodnie, żeby dogadać interesy. Zaproponował randkę i tak przez następne dni spotykaliśmy się codziennie.
A gdy zbliżał się czas jego wyjazdu, zaproponował mi, żebym rzuciła wszystko i poleciała z nim. Zgodziłam się.

To była szalona decyzja!
Ale przecież to wszystko brzmiało tak, jakby spełniał się mój sen.
Tak się stało. Zamieszkaliśmy w pięknej willi. Były auta i nawet szofer. Pomoc domowa i kuchenna.
Miałam ogromną garderobę, którą John wypełnił po brzegi.
Zwiedzałam z nim świat, bo on wszędzie miał do załatwienia interesy.
Ale szybko okazało się, że to wcale nie była dobra decyzja. Bo ja NIGDY w życiu nie byłam aż tak samotna.
Wprawdzie miałam wszystko, jeśli chodzi o dobra materialne. Ale nie miałam tam ani jednej koleżanki, a mąż nawet, gdy gdzieś ze mną wychodził, to i tak nie miał dla mnie czasu.
Rozmawiałam tylko z gosposią. Stała się moją najlepszą, a zarazem jedyną przyjaciółką.
Rodzina z Polski przylatuje rzadko, bo mają swoje sprawy i nawet perspektywa ekskluzywnych wakacji nie jest w stanie ich przekonać.
No cóż.. Przez całe życie wydawało mi się, że największym bogactwem są pieniądze. Teraz wiem, jak bardzo się myliłam. Ale jestem w ciąży. Nasza córeczka za 3 miesiące przyjdzie na świat, a ja bardzo chcę, żeby widywała ojca częściej niż raz na jakiś czas i tylko w weekendy. Nawet jeśli miałby jej mówić tylko "dzień dobry" i "dobranoc".
Ula