"Dla mnie to było oczywiste, że kiedy Matylda przyjdzie na świat, od razu będziemy używać butelki. Wprawdzie w szpitalu pielęgniarki miały z tym problem i na siłę chciały mi pokazywać, jak odpowiednio przystawiać dziecko, ale zaprotestowałam wyraźnie i po jakimś czasie odpuściły. Moje dziecko - moja decyzja! Nikt mi nie będzie wciskał kitów, że karmiąc córkę butelką, robię jej krzywdę. Oczywiście najwięcej ma do powiedzenia teściowa, która ostatnio tak mnie zdenerwowała, że prawie wyrzuciłam ją z domu. A ja chcę mieć tylko ładny biust i mam do tego prawo, czyż nie?"
*publikujemy list od czytelniczki
Nie karmię córki naturalnie
Bardzo chciałam zostać mamą i Matylda jest spełnieniem moich marzeń. Zamierzam dać jej wszystko, co najlepsze i robię to już od pierwszego dnia.
Wyprawkę dla córeczki kompletowałam przez wiele miesięcy. Właściwie od momentu pierwszego USG. Nie mogłam się jej doczekać.
Jednak obiecałam sobie, że choć rodzicielstwo będzie dla mnie priorytetem, to nie zapomnę w tym wszystkim o sobie.
Zawsze bardzo dbałam o swoje ciało. Dużo ćwiczyłam i mam zarysowane mięśnie brzucha. Mój lekarz mówił, że podobno to dzięki temu brzuszek nie urósł jakoś drastycznie w trakcie ciąży, a teraz, w moim drugim miesiącu rodzicielstwa, ja już wcale nie widzę po nim, że byłam w ciąży.
Oczywiście wsmarowywałam w siebie mnóstwo ujędrniających kosmetyków, co pewnie też pomogło.
Jednym z moich największych atutów jest mój biust, dlatego nie karmię piersią!
Teściowa mnie za to nienawidzi
Ja od początku wiedziałam, że nie będę karmić piersią. Kiedy kompletowałam wyprawkę, kupiłam najlepsze butelki anty kolkowe. Teściowa już wtedy mnie krytykowała, ale uznała, że pewnie kupiłam je do herbatki, bo czasem maluchowi można coś podać.
Ona naprawdę nie wierzyła, że zaopatrzę się w mleko modyfikowane. Zrobiłam to, ale dla świętego spokoju jej nie pokazywałam. Mleko polecił mi lekarz. Wspólnie przeanalizowaliśmy skład i on uznał, że to najlepsza opcja dla mojej córki.
Gdy Matylda przyszła na świat, ja już w szpitalu czułam się przymuszana do karmienia piersią.
Na szczęście po jakimś czasie pielęgniarki przestały się mnie czepiać.
Kazałam zabierać małą na noc, żeby ją karmiły. W końcu miałam odpocząć po porodzie, prawda?
Laktacja mi się nie rozkręciła, co mnie cieszyło. Piersi wyglądały dobrze więc i ja czułam się ze sobą w porządku.
Ale gdy teściowa nas odwiedziła po raz pierwszy, dostała szału.

Zwyzywała mnie
Powiedziała, że żadna ze mnie matka. Że jak mogę to dziadostwo wlewać w moje dziecko. Mała będzie przeze mnie chorować, bo nie nabędzie odporności.
Krzyczała też, że nie zbuduje się więź między mną a córką i że będę tego żałować.
Zasugerowała nawet mojemu mężowi, że powinien się ze mną rozstać i zabrać dziecko, bo skoro i tak nie karmię piersią, to nie jestem córce do niczego potrzebna.
Tak mnie ta kobieta zdenerwowała, że dosłownie miałam ochotę wyrzucić ją z domu.
Teraz Matylda ma już dwa miesiące. Po mnie nie widać, że byłam w ciąży, a moje piersi (dzięki mojej decyzji) mają się dobrze.
Opiekuję się dzieckiem tak, jak powinnam. Niczego małej nie brakuje. Więc co w tym dziwnego, że pomyślałam również o sobie? Podobno szczęśliwi rodzice, to szczęśliwe dzieci. A jeśli teściowej się coś nie podoba, to może do nas nie przychodzić.
Patrzę na jej cycki i jest mi jej żal. Powyciągane balony, z których zeszło powietrze. Ja przynajmniej nawet w jej wieku będę miała czym się pochwalić!
Klara