"Ostatnio kompletnie nie mogę dogadać się z moim mężem. Dziecko miało nas zbliżyć, a stało się zupełnie inaczej. Nasze podejście do wychowania syna jest całkiem inne i trudno jest znaleźć w tym wszystkim złoty środek, żeby zwyczajnie pójść na kompromis. Niestety nawet w przypadku doboru chrzestnych jest nam nie po drodze. Ja kieruję się w życiu kompletnie innymi zasadami niż mąż i niby o tym wiedziałam, ale dopiero teraz, gdy mały jest już na świecie, czuję to i widzę jeszcze bardziej. Chyba zaczyna mi to coraz bardziej przeszkadzać. Obiecałam siostrze, że będzie chrzestną i nie mam pojęcia co mam jej teraz powiedzieć. Jest mi przykro i jestem zawiedziona".
*publikujemy list czytelniczki
Wszytko się pokomplikowało
Wszyscy mi mówili, że dziecko zbliża. Mieliśmy mały kryzys w małżeństwie, więc cieszyłam się podwójnie, że synek pojawi się na świecie.
Na początku faktycznie była wielka radość i łzy szczęścia, ale z każdym kolejnym dniem (a bardziej nocą) byliśmy coraz bardziej zmęczeni. Niestety te złe emocje jakoś musiały z nas uchodzić, przez co zdarzało nam się powiedzieć sobie nawzajem o parę słów za dużo.
Ale tutaj też wszyscy nas uspokajali. Życie z noworodkiem nie jest łatwe. Nam się trafił straszny pieszczoch, który mocno prosi o uwagę. Czasami gotuję obiad z synem na ręku.
Mały skończy niedługo 3 miesiące i za miesiąc chciałabym zorganizować mu chrzciny.
Kiedy zaszłam w ciąże, rozmawialiśmy wstępnie z mężem o tym, kogo poprosimy o to, by został rodzicem chrzestnym. On ma brata, ja siostrę i wydawał mi się oczywiste, że tak rozdzielimy role. Ale on zmienił zdanie.
Nie wiem jak przekażę to siostrze
Jestem zawiedziona podejściem mojego partnera. Moja siostra to wspaniała osoba i naprawdę chyba nikomu nie powierzyłabym z czystym sumieniem opieki nad moim synem, tylko właśnie jej.
Ma świetnie podejście do dzieci, jest wierząca, rodzinna i wyznaje wartościowe zasady.
Ja też kieruję się najwyraźniej innymi zasadami niż mój mąż, gdyż on chce odmówić mojej siostrze ze względu na to, że nie jest specjalnie bogata.
Ma stałą pracę, własne mieszkanie, ale nie żyje jakoś luksusowo i to jest dla męża najważniejszy argument.
Bo podobno ona powinna pomagać finansowo, jeśli mały na przykład zachoruje. Albo będzie chciał podróżować czy spełniać marzenia.
Dla mnie jej sytuacja materialna jej nie dyskwalifikuje. Poza tym - obiecałam! Ja wiem, że jej uczucia do mojego syna się nie zmienią, jeśli nie zostanie jego matką chrzestną, ale chodzi o samą zasadę.

Nie potrafię porozumieć się z mężem
Powiedziałam partnerowi, że wszelkie opłaty związane z małym są w naszym zakresie. To my jesteśmy rodzicami, a chrzestni mają za zadanie sprawowanie opieki nad dzieckiem, gdy nas zabraknie.
Dla mnie ważne jest to, aby wychowywać syna w wierze katolickiej. Moja siostra jest bardzo wierząca i praktykująca.
Mąż natomiast zaproponował na chrzestną znajomą sędzinę. Uznał, że dziecku się nie odmawia, więc się zgodzi, a pieniędzy na jak lodu, więc i małemu nie powinno ich zabraknąć.
Nie potrafię tego zaakceptować. I męczy mnie fakt, że mój mąż jest najwyraźniej po prostu zwyczajnym materialistą. Ja mam w życiu inne wartości i może jednak powinniśmy się rozstać. No ale rodzina to też dla mnie ważna sprawa. Mamy przecież dziecko.
Co powinnam zrobić?
Justyna