"Czasem mam wrażenie, że ściany w moim bloku są dosłownie z kartonu. Słyszę naprawdę wszystko. Kiedy psiak sąsiadów z góry radośnie podskakuje na widok ukochanego pana albo płacze maluch z dołu, bo brzuszek jest już pusty i czeka na mleko. Jedną ścianę też dzielę z sąsiadami obok. Ich rozmowy słyszę bardzo często i to wcale nie jest tak, że stoję z uchem przyłożonym do ściany. Łóżko stoi tuż przy niej i gdy zasypiam, chcąc nie chcąc historie tej rodziny stają się dla mnie bajką na dobranoc. Jednak to, co usłyszałem ostatnio, mnie zaskoczyło i zasmuciło."
*publikujemy list od czytelnika
Lubię żyć swoim życiem
Nie zaglądam innym do portfela ani nie oceniam nikogo, nie znając historii z dwóch stron. Ludzie lubią do mnie mówić i często wiele rzeczy mi po prostu opowiadają. Czasami tego chcę, a innym razem te historie przygniatają mnie same.
Ja za to kocham żyć swoim życiem. Wtedy do mojej podświadomości nie zakradają się żadne złośliwe chochliki, które jak zwykle próbują namieszać.
Chyba dlatego mieszkam sam. Mam powodzenie wśród kobiet, ale z żadną nie byłem jeszcze na tyle blisko, żeby zaproponować jej wspólne mieszkanie.
Ludzkich historii mi jednak nie brakuje. Jak choćby tych zza ściany.
Obok mieszka wielopokoleniowa rodzina
Jak to w bloku bywa, mieszkanie nie jest super duże, ale 3 pokoje są. Jeden zajmuje dwójka rozbieganych (i rozkrzyczanych) dzieci, drugi rodzice tej dwójki, a trzeci pokój przypisany jest babci i mamie jednocześnie.
Kobieta jest już w podeszły wieku i potrzebuje wsparcia w takiej zwyczajnej codzienności.
Dzieciaczki w wieku przedszkolnym co rano wychodzą do placówki w towarzystwie taty, który jedzie później do pracy. A ich mama zostaje z babcią.
Ja z panią Jadzią czasem rozmawiam. Lubię ludzi, którzy nie wchodzą w życie innych w butach, a ona taka właśnie jest.
Synowa czasem "wystawi ją" na wózku przed blok. Nakryje kocykiem i pozwala nacieszyć się jej promieniami słońca.
Sama w tym czasie gotuje obiad - a przynajmniej tak opowiada pani Jadzia. Ta kobieta bardzo docenia czas, który dostała od życia. Opowiada mi o swoich pięknych wspomnieniach i za każdym razem zaznacza, że jest wdzięczna synowi i synowej, że nie traktują jej jak czegoś zbędnego.
Ona czuje się członkiem ich rodziny i docenia każdy miły gest.
Tydzień temu powiedziała mi, że jest już coraz słabsza i czuje, że nie zostało jej wiele czasu. Zaznaczyła, że cieszy się, że może go spędzić z bliskimi.
Uśmiechnąłem się wtedy pod nosem i pomyślałem, że naprawdę ma szczęście.

Ale zmieniłem zdanie, gdy coś usłyszałem
Była pełnia. A ja zawsze w trakcie pełni zamieniam się w sowę i nie mogę zasnąć. Tym razem też tak było.
Rozmowy sąsiadów zza ściany wydawały się jakieś głośniejsze.
Nie wsłuchiwałem się w nie do momentu, aż zrozumiałem, że toczy się tam "ostry bój" o panią Jadzię.
Synowa mówiła, że jest jej coraz trudniej, bo mama wymaga coraz większej opieki. Stwierdziła też, że chciałaby w końcu wrócić do pracy, a na koniec oznajmiła, że znalazła dla niej już dom opieki.
Syn nie protestował. Powiedział, że na drugi dzień trzeba załatwić formalności.
Tak bez pytania jej o zdanie. Jakby chcieli się jej po prostu pozbyć.
To smutne i wiem, że pani Jadzi pęknie serce, gdy się o tym dowie. Pomyślałem nawet, że może ja przejmę nad nią opiekę. Tylko, czy to dobry pomysł? Mieszkam sam od bardzo dawna, a dodatkowo też pracuję i często wracam do domu bardzo późno.
Nie wiem już sam co mam robić, ale bardzo mi żal tej kobiety. Straci wiarę w ludzi. I to u kresu swoich dni.
Jan