List czytelnika o zauroczeniu teściową, którą poznał na własnym weselu z Agatą

List czytelnika o zauroczeniu teściową, którą poznał na własnym weselu z Agatą

List czytelnika o zauroczeniu teściową, którą poznał na własnym weselu z Agatą

Canva

"Jesteśmy jak dwa elektrony i protony, jak Yin i Yang, jak ogień i woda, a jednak mimo to wciąż coś pcha nas ku sobie. Czy to jest właśnie miłość?".

Reklama

*Publikujemy list naszego czytelnika

To miało być nasze Love Story

Przed Agatą miałem wiele kobiet w swoim życiu, ale żadna nie potrafiła mnie usidlić na dłużej.

Reklama

Z Agatą było inaczej. Podobała mi się ta niska, filigranowa blondynka. Lubiłem w niej to, że była taka spokojna i delikatna jak pierzyna. Podobało mi się w niej wszystko - to, że była taka niziutka, nie nosiła okularów i miała bardzo dobre serce.

Agata bardzo lubiła zwierzęta. Bardzo mnie to rozczulało, gdy widziałem, jak troszczy się o swoje pieski. Lubiłem w niej to, że uczyła się tańczyć i chociaż czasem robiła to trochę nieporadnie, to jednak widziałem, że bardzo się stara.

Reklama

Nic mi w niej nie przeszkadzało, nawet to, że zbytnio lubiła imprezy i dobre wino. Czułem, że jesteśmy bardzo do siebie podobni i myślimy podobnie o życiu, więc szybko się hajtnęliśmy i dobrze bawiliśmy na weselu.

Reklama

I tutaj historia mogłaby się skończyć i chciałbym, żeby się skończyła. A jednak to był dopiero początek.

Reklama

Piękna kobieta po 50, brunetka Canva

Reklama

Moja teściowa rzuciła na mnie urok

Gdy na ślubie zobaczyłem mamę mojej Agaty, byłem szczerze zdumiony. Ta gorąca 50-latka była pewną siebie brunetką z brązowymi oczyma. Od razu zaskoczyło mnie, że jest taka inna niż Agatka. Taka śmiała, pewna siebie, dominująca. Gdy szła pewnym siebie krokiem w czerwonych szpilkach i w bordowej sukni, wszyscy tylko na nią zwracali uwagę. Przez głowę przeszła mi nawet myśl, że "królowa jest tylko jedna", lecz za chwilę odgoniłem w dal te brzydkie myśli.

Wyobraźcie sobie taką namiętną modelkę na granicy size i plus size, która rzuca wam intymne spojrzenia, tak, że można oszaleć.

Po ślubie nadszedł czas na wesele. Gdy tańczyłem z Agatką, czułem ciągle przeszywające spojrzenie jej mamy, która nosiła tak wiele znaczące imię: Laura. Nie mogłem skupić się na mojej żonie, bo moje myśli ciągle błądziły, dlatego moje kroki w tańcu były jakieś takie mechaniczne, wyuczone. Nie było w nich ani krzty finezji i gracji. Nie tego oczekiwałem.

Koło 2 w nocy Agata już ledwo stała na nogach i chyba nawet przysypiała podobnie, jak większość gości. Wtedy jednak orkiestra zagrała argentyńskie tango, a Laura spojrzała na mnie wymownie. Jakaś siła popchnęła mnie do tego, aby do niej podejść i wyrwać ją do tańca. Ach, jak ona się poruszała! Jej ruchy były takie pewne, śmiały, a ona taka dominująca jak tygrysica.

To nie był tylko taniec, lecz coś znacznie więcej. Gdy czułem jej ciepły oddech na mojej szyi, jakiś impuls przebiegł mi po plecach. Sunęliśmy po parkiecie, wpatrując się tylko w siebie. W tych jej brązowych oczach miałem ochotę utonąć, zginąć, zostać, zatrzymać tę chwilę na wieki.

Chociaż wiedziałem, że jest moim całkowitym przeciwieństwem, nie mogłem oprzeć się urokowi. Była dla mnie jak Balladyna, która swoją urodą zwodzi nieszczęśnika na manowce. Ale to właśnie tej Balladynie chciałem zjadać z koszyka maliny, a za jeden mały pocałunek oddać całe swoje królestwo.

Po dłuższych minutach orkiestra przestała grać, a ja miałem wrażenie, że zostaliśmy tylko sami i zaraz na nowo zapiszemy magiczną historię własnego życia. Historię złą, niegodną, zdradliwą, ale jak bardzo pożądliwą.

Staliśmy w niewielkiej odległości od siebie, gdy z zamyślenia wyrwał mnie głos mojej żony, która właśnie się obudziła i wyglądała na zdezorientowaną.

Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, pytając, czy wszystko jest w porządku. Nie nic nie było w porządku i od tej krótkiej chwili, od tego tańca wszystko dopiero się zmieniło...

Radek

Źródło: Canva
Reklama
Reklama