"W zeszłym roku wprowadziliśmy się do nowego bloku. Obok nas mieszkają bardzo sympatyczni ludzie. Sąsiadka od poniedziałku do piątku pracuje w innym mieście i wtedy sąsiad sam zajmuje się ich trzyletnią córeczką. Powiedziałam mu, że w awaryjnych sytuacjach może podrzucać mi Majeczkę – wiem, jak to bywa, mój mąż często jest w delegacji i czasem po prostu brakuje tej drugiej osoby. Ale sąsiad zaczął przeginać!"
*Publikujemy list naszej czytelniczki.
Jesteśmy młodymi rodzicami, nasi sąsiedzi też
Jestem mamą dwuletniej Oliwki. Od kiedy ją urodziłam, nie pracuję, teraz jestem na urlopie wychowawczym. Kiedy wprowadziliśmy się do nowego mieszkania, ucieszyłam się, że nasi najbliżsi sąsiedzi też mają małą córeczkę, trzyletnią Majeczkę. Od razu pomyślałam, że dziewczynki będą mogły się razem bawić!
Mama Majeczki jest dyrektorką w firmie, która biuro ma w innym mieście. Codzienne dojazdy do pracy nie miałyby sensu, dlatego od kiedy wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim, wyjeżdża na cztery albo pięć dni w tygodniu. W tym czasie Mają zajmuje się sąsiad. Pracuje zdalnie na pół etatu i opiekuje się córką.
Kiedy tylko się poznaliśmy, zaproponowałam mu, że w razie konieczności może przyprowadzać do mnie Majeczkę. Są różne sytuacje: a to trzeba wyskoczyć pilnie do lekarza, a to do apteki, i nie zawsze można wziąć dziecko ze sobą. Też mam czasem taki problem. Mój mąż często wyjeżdża w delegacje i wtedy też jestem sama z Oliwką.

Sąsiad wykorzystuje moją chęć pomocy i udaje, że nie ma problemu
Ale wydaje mi się, że sąsiad źle zrozumiał moją chęć pomocy. Od kilku miesięcy nie ma dnia, żeby nie podrzucił mi Majeczki na co najmniej godzinę! Najpierw rzeczywiście próbował się tłumaczyć, że wypadło mu coś pilnego, ale z czasem tylko rzucał:
Dziewczynki się tak świetnie ze sobą dogadują. Maja uwielbia bawić się z Oliwką!
Muszę przyznać, że ta sytuacja zaczyna mnie męczyć. Lubię Majeczkę, to miła i rezolutna dziewczynka, a moja Oliwka faktycznie lubi spędzać z nią czas. Ale czuję się, jakby sąsiad zrobił sobie ze mnie darmową nianię! Próbowałam delikatnie dać mu do zrozumienia, że nie tak się umawialiśmy. Chyba trochę się obraził i przez kilka dni nie przyprowadzał do mnie córki. Ale potem znowu zaczęło się to samo.
Rozmawiałam o tym z moim mężem. Najpierw się zdenerwował, że sąsiad nadużywa mojej uprzejmości, ale kiedy poprosiłam go, żeby z nim porozmawiał, odmówił. Twierdzi, że sama muszę wypić piwo, którego sobie nawarzyłam! Mówi, że zawsze daję się wykorzystywać i że w końcu powinnam coś z tym zrobić.
To będzie dla ciebie nauczka, nie możesz dawać sobie wchodzić na głowę!
Zasugerował, żebym porozmawiała z mamą Majki. Ale ja nie chcę tego robić. Ona tak dużo czasu spędza poza domem, rzadko widzi małą. Nie chcę jej zabierać czasu, który może spędzić ze swoją córeczką. A poza tym to nie jest jej wina, że sąsiad się tak zachowuje.
Nie chcę być niemiła. Z sąsiadami trzeba żyć w zgodzie, no i dziewczynki naprawdę się polubiły. Ale czuję się po prostu wykorzystywana. Codziennie mam na głowie dodatkowe dziecko! Nie wiem, jak mam mu to wytłumaczyć.
Zosia
Zabawy z dawnych czasów. Zobacz galerię!