"Tym młodym to się w głosach przewraca. Kiedyś to było nie do pomyślenia, żeby matka dziecko do jakiegoś żłobka czy przedszkola oddawała. Przecież to jest czas dla niej na budowanie więzi. A tam to tylko pozaraża się czymś to małe od innych dzieciaków i będzie siedziało w kącie i płakało. Nie wyobrażam sobie tego. A synowa chce opchnąć wnuka w takim żłobku, bo ona chce odpocząć. Pomocy jej potrzeba podobno. Pracuje zdalnie, więc jaki to problem, żeby mały był przy niej? To nie! Bo ona taka zapracowana. Królowa się znalazła. Mały ma dopiero 2,5 roku i moim zdaniem powinien siedzieć z nią aż do czasu, gdy będzie musiał iść do zerówki. Ale jej nie przepowiesz, bo to paniusia z miasta."
*publikujemy list od czytelniczki
We łbach się tym młodym przewraca
Jak urodziłam swoje dzieci, to wszystko musiałam ogarniać sama. Trzeba było zadbać o dom, ugotować, ogarnąć obejście jeszcze w polu pracować.
A dzieciaki też były zadbane. Angażowało się je w obowiązki i uczyły się życia.
Teraz dzieciak nie musi nic. Rozrzuci zabawki, to matka pozbiera.
Synowa wnukowi pozwala nawet bawić się jedzeniem. Mały wszyscy rozrzuca i jest cały upaprany, a ona po nim sprząta. Ja bym go nakarmiła i po problemie. Ale ona nie!
Jednak najbardziej denerwuje mnie fakt, że wciąż powtarza, że potrzebuje więcej przestrzeni dla siebie. Bo ona, UWAGA - pracuje! Ma jakąś tam pracę zdalną i nie musi wychodzić z domu, ale dziecko biegające koło niej już jej strasznie przeszkadza, a narzeka, że nie ma dla niego opieki. To co... może czeka, aż ja jej zaproponuję? Chyba śni! Ja swoje dzieci wychowałam sama i nigdzie ich nie wysyłałam.
Wybrała żłobek dla wnuka
Zabrała go nawet na jakieś integracyjne zajęcia i twierdzi, że już nie ma odwrotu.
Przecież ona totalnie nie rozumie, co planuje zrobić. Mały będzie wycofany. A w dodatku pewnie będzie co chwilę łapał jakieś choróbska i przyniesie je do domu.
Ja nie wiem, czy mój syn naprawdę nie ma na nią żadnego wpływu? Próbowałam jej przemówić do rozsądku sama, jednak ona tylko powiedziała, że mały jest zbyt absorbujący i ona potrzebuje więcej czasu bez niego, by móc spokojnie wykonywać obowiązki związane z pracą. No kto to pomyślał, żeby matka traktowała własne dziecko jak jakiś problem? Jestem na nią taka zła, że postanowiłam się wyżalić.

Mam nadzieję, że znajdę poparcie
Liczę na to, że jeśli mój list zostanie opublikowany, to pojawią się pod nim komentarze, które pomogą mojej synowej zrozumieć, że popełnia ogromny błąd.
Ja jej te komentarze z przyjemnością pokażę!
Jestem przekonana, że mój list trafi do wielu osób, które będą podzielały moje zdanie i przemówią jej do rozsądku. To jedyny ratunek dla mojego wnuka, który nie zasłużył sobie na żłobek. To przecież zwykła przechowalnia dla dzieci.
Babcia Terenia