Aplikacje randkowe od zawsze były dla mnie czymś, od czego wolałam trzymać się z daleka. Mimo iż wiele moich koleżanek korzystało z nich, odnosząc różne rezultaty, to ja przysłuchując się ich opowieściom, jeszcze bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że nowoczesne randkowanie nie jest dla mnie. Kilka miesięcy temu postanowiłam jednak spróbować.
Pierwsze kroki w aplikacji randkowej
Założyłam konto na jednak z najpopularniejszych aplikacji tego typu, dodałam zdjęcia oraz kilka podstawowych informacji na swój temat. W tym miejscu chciałabym jeszcze zaznaczyć, że nie jestem kobietą, za którą w realnym świecie nikt nie odwraca się na ulicy. Po prostu po trzydziestce trudniej nawiązuje mi się nowe znajomości, co w sumie od zawsze było moim problemem, a wszystko prawdopodobnie przez wrodzoną nieśmiałość.
Po pierwszym dniu używania randkowej apki miałam już dużo sparowań oraz kilkadziesiąt nieprzeczytanych wiadomości. Niestety treść wielu z nich zawierała samo Hej lub Cześć i choć na kilka przywitań odpisałam, to żadne z nich nie zostało już rozwinięte.
Nie zabrakło również komplemenciarzy z tanimi tekstami, którzy liczyli pewnie, że sama pociągnę rozmowę po tym, jak napiszą mi, że mam piękne oczy, paznokcie lub włosy. Nie będę ukrywać, że zrobiłam to w kilku przypadkach, gdzie facet mocno przyciągnął moją uwagę wyglądem, ale kierunek rozwoju tych rozmów na tym etapie znajomości był dla mnie niedopuszczalny przez ilość podtekstów seksualnych.
canva.com
„Nigdy nie czułam się tak zażenowana”
Było kilka takich sytuacji, w których naprawdę nigdy nie czułam się tak zażenowana zachowaniem „dżentelmenów” po trzydziestce z przerośniętym ego oraz oszukaną pewnością siebie. Rozumiem, że każdy używa aplikacji do randkowania w różnych celach, ale jestem bardzo ciekawa, ilu z tych facetów, którym zależy tylko na jednym, miałoby w sobie tyle odwagi, aby w realnym świecie proponować stosunek płciowy kobiecie po kilku minutach rozmowy.
Oczywiście ta bezpośredniość w stylu czy chciałabyś dziś po mnie poskakać? nie zdarzała się notorycznie, ale gdy już z kimś nawiązałam choć minimalną nić porozumienia i wymieniłam kilka wiadomości, to wszystko pękało niczym mydlana bańka przez nagminne podteksty seksualne. Momentami czułam się tak, jakbym tym, że komuś odpisuję, dawała zielone światło do przesuwania granicy dobrego smaku. Sama wybrałam Internet z uwagi na większe poczucie swobody w komunikacji, ale bez przesady...
Pogawędki, które nie były podszyte seksualnymi podtekstami i miały potencjał na spotkanie przy kawie, same w pewnym momencie się rozmywały, gdyż akurat tamci panowie tych spotkań nie proponowali pomimo moich wyraźnych komunikatów, iż szkoda mi czasu na pisanie w nieskończoność.
„Ja się do tego nie nadaję”
Moja przygoda z aplikacją randkową trwała niecały tydzień i jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym, że ja się do tego nie nadaję. Wszystko dzieje się tam zbyt szybko – nowe sparowania, wiadomości, przez co trudno skupić się na interakcji. Oczywiście nie twierdzę, że to zły sposób na poznawanie ludzi, bo znam osoby, które trafiły tam na kogoś wartościowego. Ja jednak jestem zbyt staroświecka...