Utarte schematy dotyczące relacji powoli odchodzą do lamusa. Kobiety stale walczą o równouprawnienie, a 21. wiek dał im więcej możliwości, jeśli chodzi o robienie kariery. Również społeczeństwo już tak nie ocenia mężczyzn, którzy decydują się na zajmowanie się domem i dziećmi, zamiast zarabianiem na utrzymanie rodziny. Takie rozwiązanie wybrał pan Mateusz, który podzielił się z redakcją swoją historią i wyjaśnił, dlaczego nie pracuje, a zajmuje się domem.
"Jestem dumny z tego, jaką mam ambitną żonę"
Martynę poznałem lata temu podczas imprezy u znajomych. Przegadaliśmy wtedy kilka godzin i czułem, jakbym znał ją całe życie, a może po prostu jestem romantykiem i wierzę w bratnie dusze itd. Po tej imprezie spotykaliśmy się niemal codziennie, a lista zalet Martyny w mojej głowie stale rosła. Imponowało mi to, jaka jest zaradna, pracowita i kulturalna. Nie zgrywała nigdy damulki, a jak trzeba było to i koło w samochodzie zmieniła. Była totalnym przeciwieństwem mojej ex z czasów studiów. Tamta tylko myślała o nowych sukienkach, kolorach lakierów do paznokci i imprezach.
Martyna miała jasno określone cele - zawodowe i prywatne. Wiedziałem, że jeśli zdecyduję się na ślub z taką kobietą to zawsze będę trochę w tyle, ale nigdy mi to jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Ja pracowałem jako księgowy w małej firmie. Martyna z kolei pięła się po szczeblach kariery, zarabiając mnóstwo pieniędzy, a teraz obejmuje jedno z najważniejszych stanowisk w korporacji. Czy się tym chwali? Nie. Czy ja się czuję gorszy? Też nie. Jestem dumny z tego, jaką mam ambitną i zdolną żonę.
"Mnie ostatnio utrzymuje żona"
Ponad pół roku temu kupiliśmy spory dom z ogrodem pod Warszawą. Urządzanie domu zbiegło się niestety ze zwolnieniem mnie z pracy. Zabolało, nie powiem, że nie. Nie chodziło o aspekt finansowy, bo mamy oszczędności, a o to, że nie lubię zmian. Nie była to może praca wybitnie prestiżowa, ale spokojna i stabilna. Znalazłem jednak oparcie w mojej żonie, która namówiła mnie, żebym zajął się przez pewien czas wykończeniem domu. Martyna pracuje po 10 godzin, a czasami i dłużej, dlatego staram się, aby wróciła do urządzonego, czystego domu i zjadła smaczny obiad.
A dlaczego o tym piszę? Przeczytałem ostatnio na portalu sporo maili od mężczyzn, którzy usilnie próbują zgrywać samców alfa i piszą bardzo przedmiotowo o kobietach. Nie zgadzam się z tym, że kobieta nadaje się tylko do gotowania i sprzątania mieszkania, a facet do zarabiania milionów. Mnie ostatnio utrzymuje żona, ja dbam o dom i nie mam potrzeby czuć się jak wspomniany samiec alfa. Jestem szczęśliwy, że Martynie układa się w życiu zawodowym, a ja zawsze zadbam jeszcze o to, żeby była szczęśliwa w życiu prywatnym. I nie pieniędzmi kupię jej serce, a wsparciem i opiekuńczością.
Tak, tak... Jestem gotowy na komentarze typu "Co to za facet, nawet zarobić nie umie" i tego typu słowa. Mimo wszystko, swojego zdania nie zmienię.