W życiu każdego rodzica przychodzi taki moment, w którym przestaje on mieć jakikolwiek wpływ na decyzje podejmowane przez własne potomstwo. Dziecko dorasta, kształtuje swój charakter i podąża ze swoim życiem w tym kierunku, który wydaje mu się najbardziej odpowiedni. Nie zawsze podjęte decyzje mają swoje szczęśliwe zakończenie, o czym wspomina nasza czytelniczka.
„Mój syn stoczył się na samo dno...”
Pani Jadwiga jest bezradna w obliczu problemów, z którymi boryka się aktualnie jej 38-letni syn. Mężczyzna prowadzi rozrywkowy tryb życia połączony z nadużywaniem alkoholu, co doprowadziło go do wielu problemów ze zdrowiem. Zmartwiona matka uważa, że za obecny stan rzeczy odpowiedzialna jest synowa oraz jej rodzice, którzy również mają problem z częstotliwością spożywania napojów wyskokowych.
Grzesiek to był dobry chłopak, co każdemu pomagał i miał w ręku kilka niezbędnych fachów, bo i gniazdko naprawił czy położył kafelki. Niestety dzisiaj to zagubiony chłopak, który wżenił się do rodziny alkoholików. Nie mogę sobie z tym poradzić, że mój syn stoczył się na samo dno. Wszystko przez synową i jej rodziców, którzy właśnie nigdy za kołnierz nie wylewali. On po ślubie poszedł tam mieszkać i tak się to zaczęło, ale inaczej być nie mogło, bo tam non stop była okazja do opijania czegoś. Na synowej to się zawiodłam najbardziej, bo jako żona powinna się trochę zastanowić i pilnować porządku we własnym domu. Teściowie mieszkają na dole, a syn z żoną na górze, ale tam jest jedna wielka balanga. Dorosłe wnuki już dawno stamtąd pouciekali
canva.com
Niepokojące sygnały docierały do matki jeszcze przed ślubem syna
Mama pana Grzegorza o stylu życia rodziny swojej (jeszcze wtedy przyszłej) synowej wiedziała już pod koniec lat dziewięćdziesiątych. W niewielkich miejscowościach wszystkie wieści rozchodzą się dość szybko, przez co teściowie jej syna nie cieszyli się w okolicy zbyt dobrą reputacją. Zakochany syn 62-latki nie chciał słuchać ostrzeżeń matki i wierzył w to, że odmieni los młodej kobiety z niezdrowej rodziny.
Mówiłam i prosiłam: synu daj sobie spokój z tą dziewczyną, bo ona będzie taka sama. Nic nie docierało do niego i jeszcze był wieczny problem, że chcę mu życie ustawiać. To tak wyglądało, jakby chciał zrobić mi na złość. Ślub cywilny niemalże w tajemnicy i wyprowadzka. Ludzie mówili dookoła, co tam się dzieje. Starsze córki znały synową jeszcze z nastoletnich lat i już wtedy była jedną z tych, co stoją z papierosem w ręku i butelką piwa. Nie mieści mi się to w głowie, bo nie tak sobie wyobrażałam przyszłość dla jedynego syna. On ma chore jelita i oby się to tylko nie zakończyło tragedią
Niestety takich rodzin w całym kraju są prawdopodobnie tysiące, a najbardziej cierpią w nich dzieci.