Gdy wychodziłam za mąż za Wiktora, dobrze wiedział, że jestem osobą wierzącą i będę chciała praktykować chodzenie do kościoła, a także przyjmowanie księdza po kolędzie. O ile to pierwsze absolutnie mu nie przeszkadza, bo nie musi brać w tym udziału, to ta druga czynność od dwóch lat przysparza mu wiele problemów.
"Dlaczego mąż mi to robi? Czy nie jest ważne to, co ja czuję?"
Pochodzę z religijnej rodziny, gdzie przyjmowanie księdza po kolędzie było tradycją i co roku duchowny przychodził do naszego mieszkania i święcił każdy kąt, a także krótko z nami rozmawiał. Bardzo chciałam w ten sam sposób prowadzić swój dom i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej u mnie, dlatego informowałam mojego męża, że będę chciała po prostu przyjmować księdza po kolędzie.
Przez pierwsze 3 lata zgadzał się na to, ale od dwóch lat widzę, że ma z tym ogromny problem i wprost naśmiewa się ze mnie i nazywa mnie nawiedzoną katoliczką, która nie widzi nic poza kościołem. Bardzo ciężko mi jest przyjąć to do wiadomości, ponieważ wydawało mi się, że rozumiemy się na tej płaszczyźnie i każdy szanuje swoje zdanie, ale widzę, że przez kolegów z pracy Wiktor staje się bardzo cwany i nie rozumie tego, że mieszkamy w małej miejscowości, gdzie sąsiedzi będą się z nas śmiali, że nie przyjmujemy księdza po kolędzie.

"Czemu nie możemy przyjąć księdza po kolędzie?!"
Do tego, a może przede wszystkim, dochodzi ten czynnik po prostu moich emocji i tego, jakie ja mam podejście do wiary, a jest to dla mnie bardzo ważne, aby co roku ksiądz odwiedzał nasze mieszkanie. Próbowałam z nim na ten temat rozmawiać, ale on za każdym razem bardzo się ze mnie śmiał i mówił, że jestem głupia i naiwna i nie spodziewał się, że z kimś takim się ożenił...
Nie wiem, jak mam znaleźć złoty środek w tej sytuacji, ponieważ ja bardzo chcę księdza w domu, a mąż nie wyobraża sobie, że nawet pod jego nieobecność ktoś będzie zaglądał mu w kąty... Bardzo mnie to wszystko boli i najprawdopodobniej będę musiała odpuścić, aby mąż nie nabijał się ze mnie, ale będzie to dla mnie bardzo ciężkie, ponieważ cały czas uważam, że nie ma nic złego w tym, aby ksiądz odwiedził nasze mieszkaniem, a przecież do koperty i tak ja bym włożyła pieniądze ze swoich oszczędności...