Znajomości, przyjaźnie i inne relacje, które przytrafiają się każdemu z nas, potrafią mocno urozmaicić życie wieloma pozytywnymi emocjami. Niestety istnieje również ta druga strona medalu, w której o pozytywnych emocjach można tylko pomarzyć. Ja nie mam już ochoty i czasu na zadręczanie się nieswoimi problemami, bo każdy z nas z czymś walczy.
To miała być cudowna przyjaźń na całe życie
Dominikę, Justynę i Olgę znam jeszcze od czasów szkoły podstawowej i choć w pewnym momencie naszej drogi nieco się rozeszły, to jakoś tak naturalnie wróciłyśmy do podtrzymywania taj relacji, która finalnie zamieniła się w bardzo (jeszcze wtedy) wartościową przyjaźń. Wszystkie pochodzimy z podobnych rodzin, a nasi tatusiowie lubili zaglądać do kieliszka, co tworzyło między nami jeszcze lepszą nić porozumienia. Obiecałyśmy sobie, że już zawsze będziemy trzymać się razem.
Przez ostatnie lata to porozumienie niestety gdzieś wyparowało, a każde spotkanie naszej paczki traktuję raczej jako przymus niż wytęsknioną przyjemność. Wiedziałam, że czas i proza życia codziennego zmienia ludzi, ale nie sądziłam, że aż tak. Nie jestem w stanie wytrzymać w ich towarzystwie dłużej niż godzinę i to tylko przy lampce wina, bo na trzeźwo jest jeszcze gorzej...
canva.com
„Moje koleżanki to wieczne malkontentki!”
Mamy po trzydzieści lat, ale w tym gronie to tylko ja zachowuję się w miarę młodo. Przeraża mnie fakt, że moje koleżanki to wieczne malkontentki! Takie jest życie, że każdy ma jakieś problemy, ale to nie powód, aby mentalnie zamieniać się w zmęczoną życiem pięćdziesięciolatkę!
Od co najmniej dwóch lat nie pamiętam spotkania bez narzekania i robienia z siebie ofiary w każdym aspekcie. Ja po takiej posiadówce czuję emocjonalne wyniszczenie i przez kolejne dwa dni widzę świat w czarno-białych barwach. Na co dzień czuję się szczęśliwa i nie mam większych zmartwień, więc to chyba nic dziwnego, że nie mam ochoty dźwigać na swoich barkach cudzych udręk i niepowodzeń.
canva.com
Proza życia codziennego zmienia ludzi nie do poznania
To wszystko nie jest dla mnie łatwe i brakuje mi ich w dawnym wydaniu. Niestety wiele zmieniło się, gdy powychodziły za mąż. Justyna i Olga mają już dzieci, co również potrafi mocno sprowadzić do parteru nawet największych entuzjastów. Wnioski nasuwają się same...
Nikt nie wmówi mi, że małżeństwo, dzieci i kredyt są takie super. Super jest samorozwój, robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i czerpanie radości z każdej minuty życia, które przecież każdy z nas kreuje według własnych pragnień. Tak chciały i tak wybrały, ale ja nie chcę w tym uczestniczyć.