"Zawsze marzyłam o tym, by zwiedzać świat. Długo nie było mnie na to stać, ale teraz wreszcie mam na tyle dobrą pracę, że żyję na wysokim poziomie i udaje mi się odłożyć co miesiąc całkiem pokaźną sumkę. Postanowiłam, że zacznę spełniać swoje marzenia! Kupiłam wycieczkę do ciepłych krajów i pobiegłam pochwalić się tym mężowi. Ten jednak spojrzał tylko na mnie i zapytał: A pomyślałaś o tym, że powinnaś mieć w samolocie dwa miejsca, a pewni i tak nie dopniesz się pasem? Poczułam, jakby strzelił mi w twarz z liścia! Ale ma rację! Zaczęłam ćwiczyć, mniej jem, ale mam tylko pół roku na to, żeby schudnąć. Zaczynam tracić nadzieję, że mi się to uda."
"Marzę o spełnianiu marzeń"
Żaneta ma niespełna 30 lat. Wszystko, co osiągnęła w życiu, jest zasługą jej ciężkiej pracy i motywacji. Przez ostatnie lata jednak skupiała się głównie nad tematami zawodowymi, a zupełnie zapomniała o sobie:
Nie byłam nigdy szczupłą kobietą. Już jako dziecko ważyłam zawsze więcej niż moi rówieśnicy. Inni szybko zaczęli mi dogryzać i ta moja waga stała się moim kompleksem.
Nic z nią nie robiłam, bo nie wiedziałam, od czego zacząć, a moi rodzice totalnie mnie nie wspierali i traktowali mnie tak, jakby tego problemu nie było.
ReklamaUciekałam więc do świata marzeń, a marzyłam głównie o podróżach. Manifestowałam sobie siebie w ciepłych krajach, smażącą się na plaży w bikini. To nic, że z nadmiarem kilogramów.
Nigdy jednak nie było mnie na to stać. Ale manifestowałam też sobie świetną pracę, która pewnego dnia po prostu sama mnie znalazła.
ReklamaTeraz żyję na wysokim poziomie. Poświęcam się mocno obowiązkom zawodowym, ale nie muszę liczyć każdego grosza, a w każdym miesiącu udaje mi się zaoszczędzić pokaźną sumkę.
Reklama
canva.com
"Mąż podciął mi skrzydła - ale ma rację"
Teraz marzenie Żanety o podróżach po całym świecie może się spełnić:
Nareszcie mnie na to stać. Od czasu, gdy tak dobrze zarabiam, zdążyłam już zwiedzić wzdłuż i wszerz całą Polskę. Ale moje marzenia wykraczają poza granice naszego pięknego kraju.
Pewnego wieczoru, gdy przeglądałam sobie ofert biur turystycznych, pojawiła się niezwykła okazja.
To, że mam pieniądze, nie znaczy wcale, że nie lubię ich oszczędzać.
A okazja trafiła się taka, że dwie osoby mogą lecieć w cenie jednej. Wakacje w ciepłych krajach na 10 dni i to z pełnym wyżywieniem.
To była oferta czasowa więc ja nawet nie skonsultowałam niczego z mężem, tylko od razu wykupiłam nam wycieczkę.
Pobiegłam później do niego taka szczęśliwa i oznajmiłam, że za pół roku zaczynamy spełniać marzenia.
Ale on podciął mi skrzydła, mówiąc, że powinnam wykupić dla siebie 2 miejsca w samolocie, a pewnie i tak nie dopnę się pasem.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Poczułam, jakby strzelił mi w twarz z liścia. A najgorsze jest to, że on ma rację!
"Wzięłam się za siebie"
To zmotywowało Żanetę do walki o siebie:
Chyba nigdy nie byłam tak zmotywowana. Zapisałam się na siłownię. Staram się jeść mniej. Ale mam tylko pół roku na to, żeby schudnąć.
Jeśli mi się nie uda, to chyba po prostu odwołam ten wyjazd. Albo wyślę tam męża z moją siostrą. Tylko wtedy to oni będą cieszyć się moimi marzeniami.
Najgorsze jest to, że gdy mam gorszy dzień, po prostu siadam przy stole i wpycham w siebie wszystko, co mam pod ręką.
To choroba - ja to wiem. I pewnie powinnam była zacząć jej leczenie od psychoterapii. Dalej jednak wierzę, że sobie poradzę. Bo poradzę - prawda?
Trzymacie kciuki za Żanetę?