Sylwester to dla mnie głupota. Fajerwerki, imprezy, szampan. Po co to komu? Przecież pobawić się w gronie znajomych może w każdą noc. Nie widzę potrzeby, aby robić z tego wielkie halo. Mąż sądzi jednak inaczej, dlatego w tym roku spędzimy wieczór osobno! Niech idzie na imprezę, a ja obejrzę dobry film.
Nienawidzę Sylwestra
Sylwester zawsze jawił mi się jako święto dla motłochu. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego ludzie czują potrzebę świętowania Nowego Roku. Przecież to nic szczególnego, dzień jak co dzień. Jesteśmy tylko o rok starsi, a więc nie ma powodu, żeby jakoś wyjątkowo to świętować.
Oczywiście w mojej rodzinie i wśród znajomych zawsze panowało przekonanie, że to niezwykły czas, który trzeba spędzić hucznie. Imprezy, wyjazdy, wspólne biesiadowanie do białego rana. To nie dla mnie. Już jako nastolatka nie chciałam w tym wszystkim uczestniczyć, a moi rodzice dziwili się, dlaczego zostaję sama w domu. Teraz również nie chcę nigdzie wychodzić.
Mąż jednak chce iść na imprezę. Ja nie mam zamiaru mu tego zabraniać. Niech idzie i świetnie się bawi. Ja wolę ten czas spędzić w samotności, obejrzeć dobry film, a najlepiej to iść spać przed północą!

Dlaczego ludzie się tym tak podniecają?
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy wokół tak bardzo podniecają się Sylwestrem. Noc jak to noc, nic szczególnego. Pretekstów do imprez jest bardzo wiele w ciągu roku. Zresztą, aby spędzić czas w doborowym towarzystwie, tak naprawdę nie trzeba mieć specjalnego powodu.
W końcu najważniejsze jest to, żeby zawsze spędzać czas w gronie tych, którzy są dla nas ważni. Okazja jest mniej istotna. A poza w Sylwestra wszyscy tylko piją alkohol. Szampan leje się strumieniami. Mnie to nie odpowiada, nigdy za tym nie przepadałam. Wolę bawić się na trzeźwo, na co wszyscy krzywo patrzą.

Teściowa jest oburzona, że Mirek pójdzie sam na imprezę
Ustaliliśmy, że ja zostanę w domu z naszymi psami i będę oglądać dobry film. Z kolei mąż wybierze się na imprezę w gronie znajomych. Jeżeli chce iść się bawić, niech to robi. Co w tym złego? Oczywiście to największy problem dla mojej teściowej. Ona uważa, że Mirek nie powinien wychodzić sam, bo to świadczy o tym, że jest kawalerem. Boi się, że się napije i mnie zdradzi, a na tym nasz związek się zakończy.
Dla mnie to kompletna bzdura. Ufam swojemu mężowi i nie wyobrażam sobie, żeby miał mi wykręcić taki numer. Przecież nasza relacja opiera się właśnie na wzajemnym zrozumieniu!