"Moje życie stało się ostatnio nudne i przewidywalne. Dzieci, mąż, dom – i tak w kółko. Myślałam, że oszaleję. Aż pewnego dnia znajoma zaproponowała, żebym spróbowała wieczorami pracy w nocnym klubie. Poczułam, że znowu żyję!"
Więzień codzienności
Mimo młodego wieku – mam dopiero 30 lat, mam już męża i dwójkę dzieci. Z Mirkiem poznaliśmy się jeszcze w liceum i zaraz po szkole wzięliśmy ślub. Wkrótce na świat przyszły dziewczynki. Na początku byłam zachwycona moim życiem. Nowe wyzwania związane z wychowaniem dzieci, utrzymaniem domu i posiadaniem męża. Żadna z moich koleżanek nie miała takich doświadczeń. Cała ta sytuacja spowodowała, że oddaliłam się od swoich znajomych, którzy w tym czasie imprezowali i chodzili na randki, a ja przewijałam pieluchy. Jednak teraz, kiedy dzieci podrosły, można powiedzieć, że odzyskałam życie.
Przed długi czas wcale się tak nie czułam. Codzienna monotonia doprowadzała mnie do szaleństwa. Każdego ranka przygotować dzieci do szkoły, potem przygotować jedzenie dla męża do pracy, sprzątanie, gotowanie, zakupy. Miałam już tego po dziurki w nosie! Czułam się, jakbym miała 50 lat, a nie dopiero 30. Chciałam coś zmienić, ale nie wiedziałam jak. Za namową męża, który widział, że źle się ze mną dzieje, poszłam do pracy w korporacji. Jako że nie miałam żadnego doświadczenia ani wykształcenia wylądowałam na słuchawkach w obsłudze klienta. Całymi dniami wysłuchiwałam narzekań ludzi, którzy wydzwaniali z problemami. Do tego szef miał ciągle pretensje, że dzieci chorują, a ja biorę wolne. Dlatego po kilku miesiącach rzuciłam tą robotę, jeszcze bardziej sfrustrowana niż wcześniej.

Nietypowa propozycja
Wtedy stało się coś niezwykłego. Spotkałam na ulicy dawną znajomą, której nie widziałam całe wieki. Zaprosiła mnie na kawę. Długo rozmawiałyśmy, opowiedziałam jej o tym, jak wygląda moje życie. Powiedziała, że wie, co mi może pomóc. Opowiedziała, że pracuje w nocnym klubie i wiedzie zupełnie szalone życie.
Słuchaj, jestem niezależna, mam na wszystko pieniądze, poznaję masę ciekawych ludzi no i mam darmową rozrywkę. Nawet nie wiesz, co się tam wyprawia wieczorami
- piała z zachwytu Aneta.
A co mówisz swojemu mężowi? Przyznałaś mu, się gdzie pracujesz?
- zapytałam.
No co ty, mówię mu, że sprzątam biura. Do tej pory się nie domyślił.
- zaśmiała się koleżanka.
Po długim namyśle postanowiłam zaryzykować. Aneta umówiła mnie na spotkanie rekrutacyjne i zostałam przyjęta jako kelnerka. Mężowi powiedziałam, że pracuje na nocnych sprzątaniach. Niczego się nie domyśla. A ja świetnie się bawię! Co więcej – w przyszłości planuję nauczyć się pole dance i mam zamiar zostać tancerką. Moje życie od razu nabrało kolorów! A mąż? No cóż, nie o wszystkim musi wiedzieć. W końcu trzeba mieć w małżeństwie swoje tajemnice.