"Moja teściowa uważa, że powinnam pomagać jej w codziennych sprawach. A od czego ma swoje dzieci?!"

"Moja teściowa uważa, że powinnam pomagać jej w codziennych sprawach. A od czego ma swoje dzieci?!"

"Moja teściowa uważa, że powinnam pomagać jej w codziennych sprawach. A od czego ma swoje dzieci?!"

zdjęcie ilustrujące/Canva

Pomoc drugiej osobie powinna być naturalnym odruchem, szczególnie jeśli mowa jest o kimś z rodziny. Powinność to jednak nie obowiązek, dlatego nie należy ani czuć przymusu udzielenia pomocy, ani też tego wymagać. Niestety, czasami trudno odmówić jest wyświadczenia przysługi, ale tak samo trudno jest prosić o pomoc, w momencie, kiedy naprawdę jest potrzebna.

Reklama

"Jest przyzwyczajona do wygody"

Stwierdziłam, że co mi szkodzi napisać taką wiadomość. Szczególnie, że przecież nie powiem tego wszystkiego mojemu mężowi, bo zaraz stanie w obronie swojej mamy. Moja teściowa mieszka sama, ale nie jest schorowana. Po prostu jest przyzwyczajona do wygody. Przed śmiercią mojego teścia, to on się wszystkim zajmował w domu, a nawet woził swoją żonę na badania, zakupy, spotkania z koleżanką, która mieszka w innym mieście.

Mama Piotrka tłumaczyła to oszczędnością czasu, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie chodziło po prostu o to, że jest wygodnicka. Kiedy znał mój teść, to Piotrek i jego siostra zajęli się sprawami związanymi z pogrzebem. Później przez pierwsze dwa tygodnie pomagali swojej mamie z zakupami, wpadali do niej na herbatę, żeby sprawdzić, jak się trzyma i ok - jak najbardziej to rozumiem, w końcu musiała się zmierzyć z nową rzeczywistością.

"Moja teściowa myśli, że nic nie robię"

Pracuję zdalnie, więc nie muszę chyba tłumaczyć, jak to wciąż jest postrzegane przez wiele osób. Moja teściowa również myśli, że nic nie robię. Nie wychodzę do biura, nie marnuję czasu na dojazdy. Według niej moim jedynym obowiązkiem jest włączyć laptopa. Dlatego potrafi od rana wydzwaniać i załamanym, zmęczonym głosem mówić, jak to ona się fatalnie czuje i czy nie miałabym czasu, żeby podjechać do apteki po coś na przeciwbólowego, a przy okazji wejść do piekarni po jej ulubione pieczywo.

Przyznaję, że kiedyś zawsze się zgadzałam, a później po godzinach pracy musiałam nadrabiać zaległości. Na moją niekorzyść działa również fakt, że do teściowej mam dosłownie 2 kilometry, więc głupio odmówić pomocy mieszkając w pobliżu.

Ostatnio miarka się przebrała. Teściowa zrobiła listę zakupów, listę leków, a jeszcze zażyczyła sobie, żebym podeszła z nią do przychodni, bo jak twierdzi - dla niej recepcjonistki są niemiłe. Nie są niemiłe, ale teściowa najchętniej codziennie byłaby u lekarza. Nie zgodziłam się, miałam tego dnia bardzo ważne zebranie w pracy. Teściowa wykrzyczała mi do telefonu, że nie można na mnie liczyć, siedzę w domu, a ze wszystkiego robię łaskę i że ona od dawna widzi, że wcale nie mam ochoty jej pomagać, mimo że jesteśmy rodziną i to ona wychowała Piotrka na super faceta, dlatego mam dobrego i pracowitego męża.

Ma dzieci - dlaczego do nich nie zadzwoni. Czy rzeczywiście głupio wyszło, że odmówiłam pomocy? Ja rozumiem, że rzeczywiście nie tracę czasu na dojazdy do pracy, ale mam też inne obowiązki w domu.

Źródło: unsplash
Reklama
Reklama