Wiadomo nie od dziś, że relacja teściowej z synową bywa trudna i skomplikowana nawet wtedy, gdy pozornie wygląda na lekką, łatwą i przyjemną. Całkowicie odmienne podejście do większości spraw spowodowane często ogromną różnicą pokoleń, potrafi poróżnić te dwie kobiety bez końca. Gdy dołożymy do tego wymagania teściowej, to problem gwarantowany.
Wyluzowana teściowa zawsze chętna do pomocy
Pani Janina przez ponad pół życia pracowała na przedszkolnej kuchni i w tym roku przeszła na upragnioną emeryturę. Nadmiar wolnego czasu postanowiła więc wykorzystać na pomoc synowej przy trójce dzieciaków, które przez niewielką różnicę wieku potrafią dać młodej mamie ogromny wycisk.
Niestety początkowy entuzjazm emerytki stopniowo ulatniał się adekwatnie do ilości czasu spędzanego w towarzystwie synowej. Okazuje się, że kobiet nie mogą znaleźć wspólnego języka, jeśli chodzi o kwestię wychowywania dzieci, ale nie tylko...
Tyle lat na kuchni w przedszkolu to doświadczenie mam również w wychowywaniu dzieci. Kiedy się gotowało, to się gotowało, ale ile razy musiałam coś pomóc, przy dzieciach, albo uspokajać je przy nakładaniu obiadów. Tylko na to czekałam, aż będę mogła zamiast do pracy, przespacerować się do synowej i trochę ją odciążyć. Nie możemy się niestety dogadać i dla niej najlepiej by było, jakbym dzieci niańczyła, ale przy tym nic się nie odzywała. Chcę być fajną babcią, więc też pozwalam dzieciakom na wiele rzeczy. Mam również specyficzne poczucie humoru, co zawsze było moim atutem, a jej ciągle coś nie pasuje...
canva.com
„Moja synowa to straszna sztywniara!”
Teściowa nie ma sobie nic do zarzucenia. Uważa, że głównym powodem nieporozumień na linii kontaktu z synową, jest tylko i wyłącznie trudny charakter młodej kobiety, która przez brak wystarczającego życiowego doświadczenia ma nie znać się na żartach i traktować wszystko ze śmiertelną powagą.
Naprawdę nie wiem, co mój syn widział w tej kobiecie, bo na pewno nie uwiodła go dystansem do siebie, który jak wiadomo, w dzisiejszych powinien być jedną z najważniejszych cech charakteru młodych dam. Ostatnio zażartowałam przy niej do Wojtka, że gdyby nie ja to na obiad jadłby co najwyżej tosty. Oczywiście miałam na myśli to, że przy trójce dzieci nie ma szans coś sensownego ugotować, więc moja pomoc jest w tym przypadku kluczowa. Podobno lamentowała do syna przez kilka dni, że jak ja mogłam ją tak potraktować. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że moja synowa to straszna sztywniara! Obraża się bez powodu, jakby miała kij w tyłku. Przeszkadza jej nawet to, że chłop chce się zdrzemnąć po powrocie z pracy. Mnie się to w głowie nie mieści, bo opieka nad dziećmi i domem to działka kobiet...
Szkoda, że każda teściowa uważa, że wie wszystko najlepiej i jej mądrości są niezbędne dla kilkunastu następnych pokoleń w rodzinie...