"Co roku zaraz po 1 listopada moja żona zaczyna szaleć ze świątecznymi prezentami. Inspiracji szuka już dużo wcześniej, ale to właśnie wtedy ogarnia ją zakupowy szał. Nie rozumiem zwyczaju obdarowywania calutkiej rodziny i jeszcze przyjaciół. Przecież to wszystko kosztuje. W tym roku żona zamierza wydać na prezenty 7000 zł. W ubiegłym roku wyniosły nas niewiele mniej, a ja przez 2 miesiące musiałem pracować na drugim etacie, żeby na to zarobić. Nie wiem jak przemówić jej do rozsądku."
"Święta zawsze na bogato"
Wszyscy czekają niecierpliwie na Święta, które są czasem dla rodziny i chwilą odpoczynku od obowiązków, ale Damian z Iławy ich nie lubi, a to dlatego, że przed Świętami zawsze czeka go maraton obowiązków:
Mamy wielu przyjaciół i dość blisko trzymamy się z całą rodziną. Odwiedzamy się regularnie i wszystkie ważne okazje spędzamy razem.
Święta zwykle dzielimy na pół. Kolację wigilijną jemy z najbliższymi, a w pierwsze Święto spotykamy się u nas taką naprawdę dużą ekipą. Następnego dnia natomiast umawiamy się u kogoś innego.
ReklamaZakładam wtedy strój Świętego Mikołaja i rozdaję wszystkim prezenty, a jest ich naprawdę sporo!
No cóż.. nie neguję zwyczaju obdarowywania prezentami. Tak naprawdę nie wyobrażam sobie Świąt bez tego zwyczaju. Jednak uważam, że nie powinno się wydawać więcej pieniędzy, niż posiadamy.
ReklamaA ja przez te całe Święta muszę dwa miesiące prędzej pracować na dwa etaty. W ubiegłym roku spóźniłem się przez to na wigilijną kolację.
Reklama
"Jak Cię nie stać, nie kupuj"
Damian rozmawiał wielokrotnie z żoną na temat prezentowych zakupów. Wydawało mu się, że w ubiegłym roku doszedł już do porozumienia:
W Wigilię rozkładałem towar w jednym ze sklepów. Szedłem tam zaraz po zakończonym pierwszym etacie, więc pracowałem po 16 godzin dziennie.
Miałem wyjść tak, żeby wrócić do domu przed kolacją, ale przyjechała dostawa nabiału i musiałem to wszystko schować w lodówkach.
ReklamaSkończyłem pracę 2 godziny później, a gdy przyjechałem do domu, okazało się, że wszyscy są już po kolacji. Nie poczekali na mnie, bo jak stwierdzili, byli głodni.
Było mi przykro. Bo pomyślałem sobie, że gdyby nie te wszystkie prezenty na miliony, ta sytuacja nie miałaby miejsca, a ja spędziłby wieczór z rodziną - i wszystkie wieczory w ciągu ostatnich dwóch miesięcy też.
Powiedziałem o tym żonie i ona obiecała, że nigdy więcej mi tego nie zrobi. Umówiliśmy się, że będziemy odkładać co miesiąc jakąś kwotę, którą później przeznaczymy na upominki dla bliskich, ale miały to być drobne prezenty, bo przecież liczy się gest.

"Jednak żona znów zapomniała o zdrowym rozsądku"
Tuż po 1 listopada partnerka Damiana poinformowała go, że zrobiła listę świątecznych prezentów na ten rok, a ich koszt to ponad 7000 zł, ale nie musi się martwić, bo znalazła mu już drugą pracę do końca grudnia:
Jak to usłyszałem, to myślałem, że spadnę z krzesła. Odechciało mi się wszystkiego.
I ja wiem, że powinienem powiedzieć: NIE! Ale nie potrafię tak. Nie umiem jej odmówić. Choć nawet jej mama twierdzi, że skoro chce być taka rozrzutna, to powinna sama pójść do pracy. Ja nigdy jej do tego nie zmuszałem. Zajmuje się domem i wychowuje nasze dzieci i uważam, że to i tak bardzo angażujące i odpowiedzialne zajęcie.
Ale przecież my za te 7000 zł moglibyśmy pojechać na super rodzinne wakacje. Nie chce mi się harować po godzinach dla kogoś. Naprawdę. Wiem, że to może jest egoistyczne podejście, ale tak już mam.
I znowu wyjdzie na jej. To się chyba nigdy nie skończy.
Rozumiecie to szaleństwo prezentowe? Jakie kwoty wydajecie na gwiazdkowe prezenty?