Nie radzę sobie z rosnącą inflacją. Ceny w sklepach mnie po prostu przytłaczają. Nie stać mnie na podstawowe produkty spożywcze, a przecież cały czas pracuję. Muszę jednak płacić za żłobek i przedszkole moich dzieci, kupować paliwo, leki... Już zalegam z ratami kredytu! Coraz częściej staję przed wyborem: kupić jedzenie czy zrobić opłaty?
Inflacja mnie dobija
Z wielkim przerażeniem obserwuję to, co dzieje się na polskim rynku. Gospodarka szaleje, a moja wypłata stoi w miejscu. Jestem samotną matką, mam dwie wspaniałe córeczki, które wymagają ode mnie dużej uwagi. To dlatego cały czas o nie dbam, jednak przecież ja muszę chodzić do pracy, a one do żłobka i przedszkola. A to wszystko kosztuje...
Mam małe mieszkanie, które kupiłam na kredyt kilka lat temu. Teraz rata jest tak wysoka, że pochłania ponad połowę mojej wypłaty. Oczywiście nie stać mnie na to, żeby płacić ją co miesiąc. Staję przed dylematem - opłacić rachunki czy kupić jedzenie?
Przecież muszę czymś karmić moje dzieci. Nie wspominając o tym, że mamy również inne podstawowe potrzeby. Dziewczynki często chorują, w końcu trwa sezon jesienny, kiedy często odwiedzamy lekarzy. To kończy się koniecznością zakupu leków, które są strasznie drogie!
canva.com
Nie stać mnie na podstawowe produkty
Doszło do sytuacji, w której nie stać mnie na zakup podstawowych produktów, które są potrzebne do codziennego życia. Jestem tym przerażona. Chodzę do sklepu z odliczoną kwotą, a tam okazuje się, że dziś nie kupię ulubionego sera moich córek, ponieważ podrożał prawie dwukrotnie. A to wszystko tak naprawdę z dnia na dzień.
Chodzę na ustępstwa, szukam tańszych alternatyw, kupuję to, co na co mnie stać, a nie to, na co mamy ochotę. Cały czas porównuję ceny, jednak już przy tym wariuję. W końcu to nie przynosi żadnych rezultatów i tak kończy się tym, że co miesiąc nie stać mnie na zrobienie wszystkich opłat.
canva.com
Jest jakieś wyjście z sytuacji?
To jest jakiś koszmar, pracuję ponad moje siły i muszę zająć się dziećmi. Chętnie poszłabym do jeszcze jednej pracy, jednak jak? Przecież nie da się tego wszystkiego pogodzić. Jestem sama, alimenty od byłego męża nie starczają prawie na nic, już nie mówią o 500 plus.
Co powinnam zrobić? Czy w końcu komornik zabierze mi mieszkanie. Ale gdzie wtedy pójdę z dziewczynkami? Przecież nie zamieszkamy pod mostem... Muszę przyznać, że nigdy nie byłam w tak beznadziejnej sytuacji finansowej, a przy tym nie widzę żadnych perspektyw na poprawę. To wszystko po prostu mnie przytłacza.