Depresja poporodowa to problem, z którym boryka się ponad połowa świeżo upieczonych matek, ale nie tylko. Zjawisko poporodowego obniżenia nastroju zwane „baby blues” ma zazwyczaj duży wpływ na zaniedbywanie rodzicielskich obowiązków i dotyka także spory odsetek mężczyzn. Lidia doświadczyła tego na własnej skórze. Jej mąż stał się innym człowiekiem...
Dziecko zmieniło go nie do poznania
Dziecko było ich ogromnym marzeniem, ale zanim się na nie zdecydowali, to przez kilka lat walczyli o solidne fundamenty do budowania rodziny oraz stabilną sytuację finansową. Dzień, w którym test ciążowy wskazał w końcu wynik pozytywny, Lidia i Kamil zapamiętają do końca życia.
Ciąża przebiegła bez żadnych problemów i po pełnych dziewięciu miesiącach szczęśliwi rodzice trzymali w rękach swój cały świat. Uroczego synka nazwali Liam, lecz po powrocie ze szpitala wszystko zaczęło wyglądać inaczej niż w ich cudownej wizji.
Na Kamilu zawsze mogła polegać i już w czasie ciąży miałam z jego strony ogromne wsparcie. Momentami zaczynało mnie to już irytować, bo ze wszystkim chciał mnie wyręczać. Czułam się jednak bezpiecznie i byłam święcie przekonana, że po urodzeniu sprawnie podzielimy się obowiązkami. Tak się niestety nie stało. Niedługo mija piąty miesiąc, a Kamil jest totalnie nieobecny. Nie poznaję go i nie wiem już co robić. Chciałam, aby budował więź z synem już od pierwszych dni życia...
canva.com
„Całkowicie wycofał się z naszego życia”
Lidia podejrzewa, że jej męża dopadła depresja poporodowa (tzw. „baby blues”), która objawia się właśnie poprzez permanentny smutek i całkowite wycofanie z życia rodzinnego tuż po narodzinach dziecka. Kamil jednak nie chce skorzystać z pomocy specjalisty i wierzy, że problem po jakimś czasie rozwiąże się sam.
Jestem przekonana, że mój mąż ma depresję poporodową. Boi się dotykać Liama i nie chce go tulić, a nawet zostawać z nim w jednym pomieszczeniu. Całkowicie wycofał się z naszego życia i gdyby nie moja mama, to wszystko byłoby na mojej głowie. Próbowałam z nim rozmawiać, lecz bezskutecznie. On sam nie potrafi do końca określić, co mu jest, ale wierzy, że samo mu przejdzie. Proponowałam wizytę u psychologa, ale on nie chce tego słuchać. Jestem tym wszystkim przerażona i sama już nie wiem, o co chodzi. Przez chwilę myślałam nawet, że kogoś ma i niedługo od nas odejdzie. Zostaje dłużej w pracy, a kiedy wraca, to robi wszystko, aby nie zbliżać się do naszego synka na mniej niż pół metra.
Spotkaliście się kiedykolwiek z podobnym problemem? Co Waszym zdaniem powinna zrobić Lidia, gdy jej facet nie zmieni swojego zachowania?