Zaszłam w upragnioną ciążę, jednak ten czas wyobrażałam sobie nieco inaczej. Myślałam, że zacieśni to moją więź z mężem. Jak bardzo się myliłam! We wszystko wtrąca się moja teściowa. Chce nam wybrać szpital i jechać z nami na porodówkę. Ona oszalała?!
Teściowa myśli, że będę przy niej rodzić
Z Marcinem tworzymy szczęśliwy związek już od ponad dziesięciu lat. Uwielbiam mojego męża, a każda chwila z nim to dla mnie prawdziwy dar. Bardzo chcieliśmy mieć dziecko i w końcu udało się mi zajść w ciążę. Wyobrażałam sobie, że ten czas będzie naprawdę wyjątkowy. Myślałam, że przez dziewięć miesięcy jeszcze bardziej zacieśnimy naszą więź, że przede wszystkim będziemy w tym razem - tylko ja i on.
Jak bardzo się myliłam. Do akcji szybko wkroczyła mamusia Marcina, która po prostu nie daje nam spokoju. Cały czas do wszystkiego musi dorzucić swoje trzy grosze. Wcześniej nie było z nią takich problemów, to teraz się coś z nią stało.
Wtrąca się w to, co kupuję dla dziecka, jakie wybrałam łóżeczko, a nawet co jem. Teraz jednak przeszła samą siebie. Oznajmiła, że pojedzie z nami na porodówkę i będzie osobą towarzyszącą, żeby wesprzeć Marcinka w tym trudnym czasie!

Mój mąż nie potrafi się jej postawić
Opadły mi ręce. Przecież to intymna chwila, którą powinnam dzielić tylko z mężem, a ona chce być obecna przy porodzie?! To nie wszystko. Neguje nawet decyzję o szpitalu, który wybrałam do porodu. Nie chcę rodzić w mieście, w którym mieszkamy. To niewielki, powiatowy szpital, więc zdecydowałam, że pojedziemy trzydzieści kilometrów dalej, a ja urodzę w szpitalu wojewódzkim. Uznałam, że tam będzie lepsza opieka, sprzęt, lekarze, położne...
Teściowa uważa, że to błąd, że nasz szpital jest w porządku. Zrobiła mi nawet o to awanturę! Uznała, że mam nie wymyślać, bo już mi całkiem odbiło. A co na to mój mąż? On oczywiście nie widzi w tym niczego złego. Nawet jej broni! Uważa, że przecież ona chce dobrze!

Jak rozwiązać ten problem?
Ja już nie mam siły. Poród zbliża się wielkimi krokami, a mi wcale nie jest lżej. Zamiast odpoczywać i nie stresować się, cały czas mam dokładanych nerwów. Teściowa co chwilę wymyśla nowe rzeczy, a ja naprawdę zaczynam się obawiać, że jak zacznę rodzić, to Marcin po nią zadzwoni i ona przyjedzie do tego szpitala...
To będzie dla mnie prawdziwy cios prosto w serce. Oczywiście próbowałam z nim rozmawiać na ten temat, jednak to nic nie zmienia. Co robić?