Cały czas Polacy pracują na granicach i w największych miastach, aby sprawnie organizować zbiórki paczek dla uchodźców z Ukrainy. Liczy się każdy, nawet najmniejszy gest, który może pomóc matkom i dzieciom poczuć się choć trochę bezpiecznie. Wolontariusze często pracują po kilkanaście godzin, aby mieć nad wszystkim kontrolę. Wśród nich jest nasza czytelniczka, Marta z Podkarpacia.
"Codziennie pomagam Ukraińcom"
Młoda kobieta przyznaje, że od razu, gdy tylko dowiedziała się o tym, że na dworcu potrzebni są wolontariusze, postanowiła działać. Zgłosiła się do wolontariatu i organizowała zbiórki żywności i środków higienicznych dla potrzebujących. Ucieszyła się, gdy pewnego dnia napisała do niej stara znajoma.
No cóż, myślałam, że Agnieszka chce przyjechać na dworzec, aby pomóc w segregacji i wydawaniu posiłków, a okazało się, że ona miała zupełnie inny cel. Wyobrażacie sobie, że ona napisała do mnie po to, aby zapytać się, czy może przyjechać... po paczkę przeznaczoną dla matek z Ukrainy?!
archiwum prywatne
"Jej sytuacja finansowa jest bardzo dobra!"
Nasza czytelniczka była w szoku. Nie mogła uwierzyć, że komukolwiek przyjdzie do głowy taki pomysł. Dla pewności zadzwoniła jeszcze do koleżanki i faktycznie ta odparła, że jej też się należy paczka.
Uwierzycie, że wcale nie było jej głupio?! Powiedziała, że jej się skończyły pieluchy, a skoro jest tyle darów od ludzi, to jaka różnica do kogo one trafią... Co ciekawe, jej się naprawdę źle nie powodzi i wręcz mogłabym powiedzieć, że ma lepszy status od większości moich koleżanek...
Ręce po prostu opadają...